poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Rozdział 2




Już w hotelu…

-Ej, ej źle się czujesz -spytała misia-wszystko ok?
-Nom coś blada jesteś-wyjrzało z kuchni kasieniątko- zrobić gorącą czekoladę?
-Nie wiem…
-Dobra co jest? Gadaj! Bo jeśli ty nie chcesz czekolady to naprawdę musi być źle- koleżanki spojrzały na mnie ze współczuciem.
-Hmm? Co? Sorka zamyśliłam się. Naprawdę nic mi nie jest, tylko jakoś tak… czuję się taka rozbita. Nie wiem co robić i w ogóle… chcę… chcę…
-Jeść?
-Spać?
-Leżeć na podłodze?
-Schować się pod łóżkiem?- przyjaciółki prześcigały się w pomysłach, które stawały się coraz głupsze.
-Utopić się?
-Rozebrać się i pilnować ubrań?
-Zdmuchnąć słońce?
-Pocałować księżyc?
-Wieeeeeeeeeeem!!! Będzie sesja-wydarły się chórem i zgodnie mnie otoczyły. Nie pozwoliły mi się nigdzie schować lecz z miną smutnego pieska prosiły mnie abym się zgodziła.
-Ha ha ha ha ha. Dobra- nie wytrzymałam i wybuchłam niepohamowanym śmiechem- gdzie aparat?
-Taaaak- rozległ się okrzyk triumfu- Tutaj, masz, trzymaj, czekaj zaraz tu wrócimy.
Już po chwili przyjaciółki założyły super odjechane ciuszki i teraz zastanawiały się w co należy ubrać mnie. Wreszcie po serii kłótni i szturchań zdecydowały się. Zdjęcia jak zwykle wyszły idealnie. Zawsze takie się udawały, szczególnie z takimi wdzięcznymi modelkami jak Emila i Kasiek. W końcu rozweseliłam się do końca, ustawiłam statyw i sama do nich dołączyłam.

-We are gonna dance into the sea all I want is you, you're ma Cherie, ma Cherie, ma Cherie ooooo, ma Cherie, ma Cherie ooooooooooooo- w całym domu rozlegała się melodia piosenki.
-Mmmm, co tak pięknie pachnie?- wymruczałam, budząc się. Nawet nie pamiętałam kiedy zasnęłyśmy. Najwidoczniej wszystkie trzy leżałyśmy na kanapie, ponieważ wszystko bez wyjątku mnie bolało. Szybko powędrowałam do kuchni, gdzie krzątała się Kasia.
-Co kuchcikujesz? Daj, pomogę-  uśmiechnęłam się.
-Heh to miały być placki z nadzieniem ale nie wiem czy coś z nich zostanie.
-Czemu?- zdziwiłam się.
- Znając ciebie zjesz połowę ciasta zanim zdążymy je usmażyć-zachichotała.
-Ale to jest takie pyyyszne- powiedziałam robiąc głupią minę-nie potrafię się powstrzymać.
-Patrzę na was z pogardą-oznajmiła śmiejąc się Emila i wkroczyła do kuchni pewnym krokiem.
-O nie teraz to na pewno nic już nie zostanie- zajęczała Kaśka smażąc kolejnego placuszka.
-Daj to, znowu spalisz- wyszczerzyła się mika i odebrała jej patelnię.
- Nadzienie gotowe-oznajmiłam stawiając na stole miseczki z kilkoma rodzajami marmolady, masą serową, waniliową i cynamonową, a po chwili przyniosłam też nutellę, syrop klonowy, czekoladowy i karton soku pomarańczowego.
-No no to dopiero będzie śniadanie- wymamrotały dziewczyny-kto to wszystko zje?
-My oczywiście, z drobną pomocą.
-Pomocą? Kto jeszcze przyjdzie?
-Kuzyn, przyprowadzi też swoją dziewczynę, dwóch braci, koleżankę, sąsiadkę i ciotkę z ameryki-odparłam niewinnie.
Tymczasem koleżanki patrzyły na mnie z minami Lol, a ja omal nie zaczęłam zwijać się ze śmiechu na podłodze.
-No co?- opanowałam się- żartować nie wolno?
-Heh, dobre- ema puściła mi oczko i siadła do stołu.
- Idziemy dziś do parku rozrywki?- zagadnęłam gdy tylko zdążyłyśmy zjeść.
-A gdzie to jest?
-Och niedaleko niecałe 30 km stąd…- zawahałam się-ten chłopak, który wczoraj dał mi swój numer, zaproponował to miejsce, chciał też wziąć ze sobą kolegów i w ogóle.
-A o której mamy tam być-zagadnęła Emila.
-Koło 16, muszę mu jeszcze odpisać.
-A więc, a więc, a więc…
-Zbieramy się-dokończyła Kasia za przyjaciółkę-mamy mało czasu.
-Przecież jest dopiero 12, to mnóstwo czasu-zdziwiłam się
-Nom tak ale musimy się jeszcze spotkać z … moim kolegą-dokończyła.
-Ach, szybko w takim razie.

2 godziny potem czekałyśmy już gotowe na ,,kolegę’’ Kasi. Jakie było nasze zdziwienie gdy pod hotelem zaparkowało auto w którym siedziało trzech chłopców, spośród których z dwoma z nich już się spotkałyśmy. Kierowcą był oczywiście taksówkarz, natomiast siedzenie pasażera zajmował ,,mój’’ chłopczyk. Trzeci cóż, był żeby nie rzec identyczny jak pasażer. Zastanowiło mnie to. Zdezorientowana spoglądałam na obu. Tymczasem Kasia zdążyła już zająć miejsce z tyłu, tak samo jak Emilka. Wreszcie płeć męska zorientowała się o co chodzi i ubrany koszulę w czerwoną kratę chłopak podniósł się, z uśmiechem zaprosił mnie do samochodu i po chwili wyjaśnił, że to z nim widziałam się poprzedniego wieczoru. Podróż upłynęła nam bardzo miło, zdążyłyśmy się lepiej zapoznać z naszymi ,,randkami’’. Już na teren parku rozrywki każda z nas weszła pod rękę z jednym z nich.  Zdecydowaliśmy się na rollercoaster w pierwszej kolejności.  W kolejce zostaliśmy jednak rozdzieleni i parami, usiedliśmy w innej kolejce. Jazda była diabelska przez całą drogę piszczałam więc mogłam bezkarnie trzymać towarzysza za rękę. Po chwili jednak uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie znam jego imienia. Usiłując pokonać pęd powietrza wykrzyczałam: - Jak masz na imię? Początkowo spojrzał na mnie jak na głupią, jednak sekundę później roześmiał się i powiedział:  -Matthew.  Nadal jednak intensywnie się na mnie patrzył, wreszcie zrezygnowany, z uśmiechem na twarzy spytał: -A ty?  Natychmiast zrobiło mi się głupio, zarumieniłam się.
- Marlena.
-Wyjątkowo.-spojrzał mi w oczy-naprawdę.
W tej samej chwili przejażdżka skończyła się i z przeciwnej strony nadjechały wagoniki z Kasią i Milą.
-A koledzy?- wskazałam na chłopców i dziewczyny którzy właśnie wysiadali. Matthew pacnął się w czoło.
-Dureń ze mnie. T o jest Harry-machnął w stronę bliźniaka-a ten tutaj łoś to…
-Logan-przerwał mu on sam.
-Logan?- zdziwił się Mat
-Nom, tak- wyszczerzył się nasz kierowca i mrugnął do Kaśki.
-Co teraz?
-Diabelski młyn, czarna mamba, bonanza, muczaro, rollercoaster, i wszystko inne po kolei-wyrecytowała mikusia- idziemy.
I pobiegła. Harry ruszył za nią, a potem cała nasza reszta. Do późnego wieczoru zdążyliśmy odwiedzić wszystkie rozrywki, byliśmy już zmęczeni, przemoknięci od spływu pontonami ale bardzo zadowoleni. Wróciliśmy już do Londynu, Kasia, Emila, Harry i Logan poszli do hotelu. My natomiast wybraliśmy się na spacer. Matthew zaprowadził mnie w piękne miejsce, skąd widać było gwiazdy. Usiedliśmy na trawie i rozmawialiśmy. Wreszcie zapadła niezręczna cisza. Odwróciłam wzrok, dłuższy czas patrzyłam na tańczące w angielskich oknach światła. Poczułam, że Matthew przysunął się bliżej, odwróciłam głowę i spojrzałam wprost w błyszczące oczy chłopaka. Był tak blisko, czułam jego delikatny oddech na swojej skórze.  Uśmiechnął się delikatnie, zbliżył swoją twarz do mojej. Pragnęłam tego, zbliżyłam się jeszcze bardziej i zamknęłam oczy. Jego ledwie wargi musnęły moje, poczułam jak przyciąga mnie do siebie i naraz odskakuje. Jak echo usłyszałam mrożący krew w żyłach krzyk... a naraz potem donośny śmiech zbliżającej się grupki ludzi. Zniszczyli nam cały nastrój, ta chwila miała być taka piękna. Mat skrzywił się.
-Odprowadzę cię-wyszeptał, po czym wstał i pociągnął mnie za rękę- muszę już iść.
-Niech będzie-zdobyłam się na smutny uśmiech.

-Hmm no więc oglądaliśmy film, to chyba była komedia, szczerze to już sama nie wiem. Zajęłam się rozmową z Harrym. Śmialiśmy się z podobnych przyzwyczajeń znajomych, żartowaliśmy i wtedy rzuciłam w niego poduszką. Oburzony powiedział, ze przykro mu ale musi zrobić to samo. W tym czasie ja zerwałam się z kanapy i uciekałam do sypialni. Tuż przed łóżkiem załapał mnie wpół wrzeszcząc: - Ha ha ha ha ha, teraz jesteś moja, żebym cię wypuścił musisz się wykupić. Nie wyhamował jednak na śliskiej podłodze i oboje padliśmy na pościel. Niewiele myśląc zaczęłam go łaskotać a on odpłacił się tym samym. Wreszcie gdy już zdał sobie sprawę, że ze mną nie da się wygrać, objął mnie wpół, unieruchamiając mi ręce.
-Puść mnie.
-Nie mogę.
-Czemu?
-Bo sama musisz się uwolnić z pułapki.
-Jesteś tego w 100 procentach pewien?
-Tak, nie masz innego wyjścia.-oczy miał roześmiane. Nie potrafiłam się powstrzymać przed droczeniem z nim.
-Będziesz tego żałować-wyszeptałam.
- Nie-odpowiedział z przekorą i przekręcił się tak że teraz leżeliśmy na boku. Ja natomiast wbrew moim przekonaniom i tym co myślałam, nie dając sobie ani Harremu czasu do myślenia, szybko zbliżyłam się i pocałowałam go. Zaskoczyło go to, ale odwzajemnił pieszczotę. Po chwili jego uścisk się rozluźnił, a ręką gładził moje plecy. Przygarnął mnie bliżej i przeniósł na się plecy, tak ze teraz to ja na nim leżałam. Wsunęłam dłoń w jego loki i zbliżyłam się jeszcze bardziej. Pocałunek stał się bliższy, rozchyliłam wargi, Harry zrobił to samo, wysunął język. Był taki czuły i namiętny. Gdy wreszcie odsunęliśmy się od siebie, zmieszana spojrzałam mu w oczy.
-Umiesz przekonywać-rzekł z powagą.
-Wiem-zdobyłam się na leciutki uśmiech- nie wiem tylko czy powinnam była…


Tymczasem, też w hotelu

-Zmień to!
-Ciemu?
-Bo chcę horror… i nie lubię nie śmiesznych komedii.
-A może jednak?- Kasia droczyła się z Loganem.
-Jak ładnie poprosisz…
-Nie umiem.
-Nie?
-Naprawdę, nigdy nikt mnie do tego nie przekonał.
-A gdybym to był ja?
-Hmm, to zależy.
-Od czego?
-Od tego czy umiesz to robić.
-Chcesz się przekonać? Nawet dam radę nauczyć ciebie.
-Mnie? No com ty. Niemożliwe- zaśmiała się Kasia.
-Ah tak?- Logan porwał ją na ręce i mocno trzymał.
-Ej co robisz, spadniemy…
-Nie przesadzaj umiem jeszcze chodzić po schodach.
-Tak, tak, tak ale
-Hmm?- chłopak spojrzał mi w oczy i niewątpliwie zarumieniłam się.-Umiesz pływać?- wypalił ni z tego ni z owego.
-Tak- zawahałam się-a czemu pytasz?
-Zobaczysz-wyszczerzył się wkraczając do ogromnej sali z basenem.
-O nie, nie odważysz się. Nie zrobisz tego prawda?- Kasia spojrzała na niego wystaraszona.
-Oho widać że jeszcze mnie dobrze nie znasz.-Logan stanął na krawędzi basenu.-To jak? Może jednak horror?
-Nie, nie zgadzam się na horror- niewiele myśląc zaprotestowałam otwarcie i w tym momencie poczułam ,że lecę.- Nieeeeeeeee!
-A więc niech będzie komedia- zachichotał Logan. W tym momencie wpadłam do wody, zdążyłam jednak złapać nogę prześladowcy, dzięki czemu i on stracił równowagę i też wylądował w wodzie.
-I kto się teraz śmieje?- wykrztusiłam wynurzając się na powierzchnię.
-Kasiu…- jago głos zrobił się podejrzanie miły i słodki, zbyt słodki.
-Taaaaak?- spytałam ostrożnie.
-Zamorduję cię za to!- i rzucił się w moją stronę. Byłam na szczęście przygotowana i uniknęłam jego rąk.
-Najpierw mnie złap!- zaśmiałam się i odpłynęłam.

1 komentarz:

  1. Marli jak zwykle jest świetnie :D
    i żeby tak Harrego sklonować ? zawalisty pomysł
    dziewojo tak czymaj ! :D

    P.s a kto to jest Logan ?

    pzdr:* 'A'

    OdpowiedzUsuń