wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 1


Na szczęście lub i nie,  każdy rok szkolny dobiega końca. Egzaminy gimnazjalne napisane, lżej robi się na sercu że już niemal nie trzeba się uczyć. Teraz tylko wakacje :D Planowałyśmy je już dawno dopiero dziś razem z przyjaciółkami podjęłyśmy ostateczną decyzję. Jedziemy do … Londynu! I to na cały miesiąc! Cóż łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Na wszystko trzeba przecież zasłużyć. Ale w końcu rodzice nas wspomogli. Właściwie to dzięki nim nasz wakacyjny wypad powiódł się.
Dzień odlotu do Londynu. 8.00
Bip… bip… bip… ciągle rozlegał się złośliwy dźwięk dzwonka. Głupi brzęczyk pomyślałam w pierwszej chwili… lecz nagle uświadomiłam sobie co to oznacza.
-Lila!!! Zaspałyśmy, spóźnimy się na samolot! Już po 8…-wrzasnęłam.
-Nie drzyj się, daj ludziom spać-jęknęła Kasia.
-Wstawać!!! Albo wcale nie będzie zakupów w Londynie-dokończyłam cichutko ze złośliwym uśmiechem.
To podziałało na nie natychmiastowo, obie się zerwały i pobiegły do łazienki. Dobrze że byłam tam pierwsza zachichotałam. Po sekundzie byłam już ubrana w króciutkie spodenki jeansowe, koszulkę na ramiączkach i czekałam z torbami przy wyjściu. Na kogo? Oczywiście na naszego kochanego Karolka, który zgodził się nas zawieźć na lotnisko.
- Jak zwykle trzeba na niego czekać-westchnęła Emi.
-Ty już?- zdziwiłam się.- Gdzie Zguba?
- Ubiera się-wyszczerzyła się mikusia – chce dobrze wyglądać w samolocie.
-Kto?- zaciekawiła się  spoglądając na nas z miną vas hapenin.
-He He He ty!- wybuchłyśmy śmiechem widząc jej zabójczą minkę.
-Vas hapenin? -przerwał nam głos z tyłu-czy coś przegapiłem?- Karol uśmiechnął się czarująco. 
-No dobra dobra, przecież wszystkie trzy dobrze wiecie że wyglądacie świetnie-dokończył zerkając w stronę Kasieńki.
- To oczywiste, chciałyśmy tylko usłyszeć opinię eksperta- odparłyśmy chórem i natychmiast wpakowałyśmy się do samochodu.
-Kurs Londyn!!!-wrzasnęliśmy wszyscy chórem.
Karol szybko zawiózł nas na lotnisko i pożegnał się z nami. Stwierdził że wpadnie do nas w drugim tygodniu. Po 4 godzinach lotu wszyscy byliśmy na miejscu. Po całym zamieszaniu na lotnisku gdy okazało się ze Emila nie ma swojego biletu i że przypadkowo mam go przy sobie ja, odetchnęłam z ulgą. Jesteśmy na miejscu. Nareszcie. Karol miał nas tylko podrzucić. Gdyby z nami pojechał miałybyśmy tylko nianię na karku. Same doskonale sobie poradzimy. Tak… zacznijmy od transportu.
Uśmiechnęłam się do przyjaciółek.- Które taxi nasze?- spytałam niewinnie.
Kasia już od dłuższego czasu rozglądała się po placu.- Tamta mi się podoba-zachichotała.
Zgodnie spojrzałam we wskazanym przez nią kierunku.
-Rzeczywiście jest na co patrzeć- przytaknęła Emila.
-Słoooodko- podsumowałam przeciągając samogłoskę.
-Ja z przodu-wyszczerzyła się nasza blondyneczka, zanim my w ogóle zdążyłyśmy zareagować.
Obydwie zgodnie wymruczałyśmy coś pod nosem, ale posłusznie zajęłyśmy tylne miejsca podczas gdy Kasia już zagadywała przystojnego Brytyjczyka. Szczerze mówiąc chłopak nie mógł mieć więcej niż 17 lat, najwidoczniej znalazł wakacyjną pracę. Był szczupły lecz delikatnie umięśniony. Spod trochę dłuższej ciemnej grzywki błyskały ciemnobrązowe oczy. Co jakiś czas chwalił się równym, białymi zębami w słodkim uśmiechu. Cóż, przynajmniej było na co zerkać.
-Do hotelu’’ San rosa” poroszę-wyrecytowała niezwykle poprawną angielszczyzną Emka, której już znudziło się czekanie.
-Z przyjemnością- chłopak posłał uśmiech w jej stronę, podczas gdy ona zdążyła się już zarumienić.  
Po 20 minutach jazdy w przyjemny ciepłym londyńskim słońcu, byłyśmy już na miejscu. Zapłaciłyśmy naszemu ,, szoferowi,, podczas gdy Kasia patrzyła na nasze poczynania z żalem. Już odchodziłyśmy w stronę hotelu, gdy chłopak zawołał dziewczynę. Nasza przyjaciółka odwróciła się z błyskiem w oczach a  on rzekł z uśmiechem:
-Tu jest moja wizytówka, gdybyście mnie jeszcze kiedyś potrzebowały, nie tylko w czasie pracy- mrugnął do niej i pomachał do nas, a następnie już go nie było.
-Ładnie, ładnie. Młoda ma już kogoś na oku a my to co?- mika się uśmiechnęła.
-W takim razie ruchy jeśli chcesz jeszcze kogoś spotkać- powiedziałam i już biegłam w stronę holu.
Po godzinie zdążyłyśmy się już rozgościć w ,,domku,, , który ofiarował nam mój starszy kuzyn. To był prawdziwy apartament. Cztery sypialnie, trzy łazienki, pokój gier, kuchnia i przestronny salon. Czego nam więcej trzeba?- pomyślałam. A tak świeżego wieczornego powietrza. Westchnęłam. Przebrałam się w kolorową mini sukienkę, tak samo jak mika, a Kasia założyła tunikę i spodenki. Za jakieś 10 minut wszystkie trzy spacerowałyśmy już po wybrukowanych uliczkach Londynu. Skierowałyśmy się do parku, a następnie do małej knajpki która wydała nam się przytulna z zewnątrz. Wszystkie maiłyśmy ochotę na naleśniki. Zgodnie usiadłyśmy w kącie i przeglądałyśmy menu. To znaczy moje koleżanki właśnie to robiły, a ja tymczasem z ciekawością zerkałam w stronę siedzących nieopodal czwórki młodych chłopaków. Jeden z nich szczególnie mnie zainteresował, byłam pewna że już go gdzie widziałam, kogoś mi przypominał. Wtedy on na mnie zerknął, zrobiło mi się głupio. Nie powinnam była tak się gapić. Zarumieniłam się i spuściłam wzrok, a następnie złożyłam zamówienie. Cały czas jednak czułam na sobie zaciekawione spojrzenie chłopaka. Wreszcie odważyłam się i odwróciłam głowę. On natychmiast zaczął udawać, ze patrzy w inną stronę, niestety jednak zdradzał go chytry uśmieszek. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Czemu się cieszysz?- spytała mikula - jedz, są pyszne.
-Tak, wiem, wiem-mruknęłam.
Co jakiś czas czułam że on na mnie patrzy, ja jednak zerknęłam tylko dwa razy. Byłam ciekawa co zrobi. W końcu zaczęłyśmy zbierać się do wyjścia, zrobiło się późno. W tym samym czasie chłopcy też zaczęli zbierać swoje rzeczy. Jeden z nich skierował się w naszą stronę. Serce zabiło mi szybko. Był przystojny, bardzo przystojny, o wiele więcej niż przypuszczałam. Spanikowałam, nie wiedziałam co robić. Jak gdyby nigdy nic ruszyłam razem z przyjaciółkami w kierunku wyjścia. Gdy już przenikałyśmy w mrok ulic oświetlonych delikatnym światłem londyńskich latarni, poczułam ,że ktoś zaciska moją dłoń na kulce z papieru, zdążyłam się jedynie odwrócić i zobaczyć niesamowicie zielone oczy, które wprost błyszczały z rozbawienia. Chłopak tymczasem wyszeptał:
-Umówmy się. Napisz- i wraz ze swoim zagadkowym uśmiechem zniknął w cieniu pobliskich kamieniczek.
Koleżanki spojrzały na mnie z zainteresowaniem. Emi powiedziała:
-Wiesz, teraz to zostaję spośród was sama. Ale widziałam, że miał ładnych kolegów, więc może…
-Nie może tylko na pewno, jeden z nich był boski.
-Piękny pierwszy dzień-podsumowała Kasia ze śmiechem.