środa, 16 maja 2012

Rozdział 7


Zayn

-No tak, można się było tego spodziewać. Zabawa w kotka i myszkę… Cóż takim dziewczynom to się nigdy nie nudzi pomyślmy, na które piętro mogła zjechać… Załóżmy, ze na połowę…- pomrukiwałem sam do siebie jak jakiś psychicznie chory człowiek. No tak ale jak laska mnie zostawiła… Nie. Zaprzeczyłem sam sobie ona wróci. Ja ją znajdę nie pozwolę jej odejść. Moje myśli galopowały z zawrotną prędkością. W głowie już tworzył się plan, moje marzenia, pragnienia, to co bym zrobił, jak bym całował Kasię gdybym tylko ją spotkać. Nie znałem smaku jej ust. Nie poczułem słodyczy jej dotyku. A tak, tego pragnąłem. Zatopić się w niej, rozpłynąć w rozkoszy pocałunków, dotyku dłoni. Poczuć dreszcz podniecenia spowodowany drażniącym dotykiem jej delikatnych dłoni na mojej skórze. Drżeniem, które następowało gdy zsuwałem dłonią do jej plecach, łopatkach, obojczyku, skórze brzucha. Pragnąłem poczuć miękkość jej warg na ustach. Być z nią, żyć jej obecnością, wdychać jej zapach… Zayn ogarnij się, co ty dajesz chłopie. Usiłowałem się oprzytomnić. Te myśli powędrowały daleko, bardzo daleko, nie chciałem aby powędrowały dalej. Nie chcę odczuwać zawodu, gdyby coś nie wyszło… Gdyby to wszystko się popsuło. Zrezygnowany i powoli zmęczony własną osobą wyskoczyłem z windy. Stanąłem za pobliską doniczką z dużą, hodowlaną palmą i czekałem. Tak jak przewidywałem moja ofiara już po chwili wyłoniła się zza drzwi. Gdy powolnym krokiem minęła moją kryjówkę, złapałem ją jedną ręką w pasie unieruchamiając ruchy rąk, a drugą zatkałem jej usta. Ze zdziwienia Kasia wydała jedynie piskliwe mruknięcie. Nie zdążyła zobaczyć kim jest oprawca. Bez jej najmniejszego oporu zaprowadziłem ją do windy. Chwilę potem prowadząc dziewczynę, weszliśmy do najbliższego apartamentu.
- Bez wygłupów-wychrypiałem. Dziewczyna nieprzytomnie kiwnęła głową.  Tym razem delikatnie przytrzymując jej nadgarstki, obróciłem ją ku sobie. Naraz ujrzałem bezgraniczne zdziwienie malujące się na twarzy dziewczyny, potem złość i wreszcie strach. Zmarszczyłem brwi. Nie tak miało być. Zachichotałem.
- Chyba się mnie nie boisz co?
Kasia spojrzała na mnie smutno, potem jej twarz rozpromieniła się. Przytuliłem ją do siebie. Puściłem ręce Kasi, moje dłonie powędrowały na jej plecy, zsunąłem je do linii spodni. Delikatnie odsunąłem się i spojrzałem jej w oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się subtelnie i delikatnie przechyliła twarz. Zbliżyłem się. Poczułem jak serce mocniej mi zabiło. Nasze usta dzieliły jedynie milimetry ale wahałem się. Może ona tego nie chciała? W tym czasie Kasia zarzuciła mi ręce na szyję i dotknęła moich warg.

Kasia

Na początku całowaliśmy się delikatnie. Lekko muskając się ustami. Jego ręce znalazły się na mojej tali i przyciągnął mnie do siebie. Moje ręce owinęły mu się na karku, a palce wplotły się w jego włosy. Z czasem nasze warg zaczęły ze sobą w spół pracować, całowaliśmy się coraz namiętniej. A ja chciałam żeby ten pocałunek trwał wiecznie. Delikatnie przejechałam językiem po jego wargach. Odpłacił mi tym samym po czym wsunął język w moje rozchylone usta. I nagle oderwaliśmy się od siebie. Oboje ciężko oddychaliśmy. On jednak mnie nie puścił. Przytuliłam się do niego i położyłam głowę na jego ramieniu. Gładził mnie po włosach jedną ręką, drugą cały czas mnie trzymał, jak gdyby bał się, że ucieknę. Ale nie zamierzałam tego zrobić. Miałam dość powstrzymywania się .Chciałam żyć chwilą i nie martwić się o konsekwencje. Chciałam być z nim tu i teraz. Chciałam go czuć, jego dotyk, jego oddech. Zbliżyłam się ponownie. Całując go, skupiałam się tylko na tym, żeby nie zapomnieć oddychać…
Heh tym razem troszeczkę Kasi i Zayna :D
Wszyscy inni będą w następnych...
Miłego czytania ;)

środa, 9 maja 2012

Rozdział 6


Emila
No tak, znowu sama, sama pośród tej całej kochanej zgrai popierdzieleńców. Marlena się nie liczy, nie egzystuje obecnie na naszej ziemskiej orbicie międzyplanetarnej dziewczyn. Jednym słowem zakochana. Kasia się gdzieś wyniosła. Sorry poprawka, wyciągnęła Zayna (chyba) na zewnątrz.  Dobrze więc tylko, że  Harry był ze mną. A przynajmniej był blisko. Za blisko, o wiele bliżej niż się mogłam spodziewać. Wszyscy siedzieliśmy na jednej sofie oglądając jakąś głupawą komedię, jakimś cudem wszyscy się na wypoczynku mieścili. Wszyscy z wyjątkiem Harrego. A ponieważ jak on sam oznajmił jest on Harry Styles i nie będzie on opuszczał przyjaciół w tak  wzruszającej chwili, bez słowa naszego sprzeciwu, wpakował się nam na kolana. Cóż, być może i był ciężki, tak odrobinę. Ale to był słodki ciężar.
-Emi…
-Hmm?
-Twoje włosy są takie miękkie, wiesz?- wyszeptał loczek, bawiąc się kosmykiem moich ciemnych włosów. Mimowolnie spojrzałam w dół i zarumieniłam się. Chłopak uśmiechał się zadziornie. Nie no to było niesprawiedliwe. Jak można spotykać tak przystojnych chłopców tak daleko od miejsca zamieszkania??? Grrr. Ja coś jeszcze wymyślę, zobaczycie. Schyliłam się w stronę Harrego. Oczekiwał pocałunku, na pewno. Widziałam to po wyrazie jego twarzy. Hmm, tak miał miękkie usta. Zanim jednak nasze wargi się zetknęły, moje dłonie delikatnie powędrowały w stronę brzucha Hazzy. Nie mogłam się powstrzymać….  połaskotałam go. Naraz wzdrygnął się i spadła z naszych kolan. O tak tego się nie spodziewał. Tym razem na pewno go zaskoczyłam. Emocje temu towarzyszące były niesamowite. Cóż to za satysfakcja, zaskoczyć samego Harolda. Chłopak powoli podniósł się z podłogi. Przeniósł wzrok na mnie, jego niesamowicie zielone oczy błyszczały złowrogo. O nie pomyślałam.
-He He, czy coś się stało?- spytałam niewinnie. Harry  łypnął  na mnie okiem.
-Kara-wysyczał.
-Com?- zdziwiłam się.
-Kara!!!-wrzasnął i rzucił się na mnie. Jedną dłonią złapał oba moje nadgarstki, drugą przytrzymał stopy. Przerzucił mnie na plecy i poniósł. Spanikowana ugryzłam go w ucho. Harry syknął.
-Nie tak mocno, to boli.
-Wiem, miało boleć. Puść mnie.
-Nie mogę- wymruczał.
-Dlaczego- zdziwiłam się.
-Bo nie wiesz gdzie jest klucz.-Zachichotał. Przekręcił kluczyk w drzwiach, schował go gdzieś do kieszeni spodni. Wreszcie położył mnie na łóżku i spojrzał wyczekująco. Błysnęły białe zęby.
-A teraz przeproś-zagroził.
-Nie umiem-zaśmiałam się.
-To cię nauczę-mruknął, nadal przytrzymując moje nadgarstki, uniósł moje dłonie nad głowę. Położył się na boku i zbliżył się do mnie. Drugą ręka przycisnął mnie do siebie, tak jakbym już nigdy nie miała się od niego odsunąć. Wpił się w moje wargi, całował namiętnie. Delikatnie przesunął ręką po moich plecach, zadrżałam. Jego dotyk był delikatny, kojący, a jednocześnie na każdym centymetrze ciała czułam iskierki, których nie sposób było opisać. To było takie pociągające. Wreszcie delikatnie puścił moje dłonie. Wsunęłam rękę w jego loki. Drugą zatrzymałam na karku. Przekręciłam się tak, ze teraz to ja na nim leżałam. Delikatnie przesunęłam dłonią po jego ciele. Harry nadal mnie całując zadrżał nieznacznie, uśmiechnęłam się pod nosem. Dotknęłam dłonią jasnych spodni na wysokości bioder, wsunęłam dłoń do kieszeni na pośladkach. Harry wymruczał:
-Słodki ciężar z ciebie wiesz? Zachichotałam. Zaledwie kilka minut temu sama tak o nim myślałam. Ciekawe. Nadal oddając pocałunki jeszcze bardziej wtuliłam się w chłopaka.

Harry
Wyglądała tak pięknie z tymi rozsypanymi na twarzy włosami, roześmianymi oczami, subtelnym uśmiechem. Taka zmysłowa, błądząc delikatnymi dłońmi po moim ciele. Zastanawiałem czy mogę sobie pozwolić na to samo co ona. Czy to by jej nie przeszkadzało? Czy mój dotyk sprawiłby jej przyjemność? Czy nie byłaby na mnie zła? Słodkie, kształtne usta coraz to bardziej zachęcały do pocałunków. Oddawały je z namiętnością, z… chęcią. Emila uśmiechnęła się. Przebiegłem dłońmi po jej plecach. Delikatnie drgnęła, zmrużyła oczy. Uśmiechnęła się. Wyglądała tak kusząco…  tak nieziemsko. Zsunąłem dłonie na jej tyłeczek, nie mogłem się powstrzymać. Zmarszczyła brwi. Delikatnie wysunęła swoje ręce spod moich pleców. Uniosła się. Z tajemniczym uśmiechem usiadła na łóżku. Czyżby była urażona  za to co zrobiłem? Po chwili jednak bez ostrzeżenia położyła się na moim torsie. Z zagadkową miną zakręcała mi loczki na palcu, ciągle patrząc mi w oczy. Czekała na coś. Czekała na moją reakcję. Na mój ruch. Przytuliłem ją mocniej do siebie, całowałem tak jakbym już nigdy w życiu nie miał pocałować żadnej kobiety. W tej chwili, w tym momencie, nawet nie potrafiłaby sobie wyobrazić jaką słodyczą się ze mną dzieliła, jaką radością mnie obdarowywała. Szczęściem była sama jej obecność ale jej dotyk… ale pozwolenie na dotykanie jej miękkiej, delikatnej, opalonej skóry, dotykanie jej samej wprawiało mnie w euforię. Zatopiłem dłonie w jej jedwabistych czarnych włosach, zsunąłem na plecy. Nadal całując wsunąłem ręce pod koszulkę dziewczyny. Gorąca skóra jej opalonych pleców była czymś niesamowitym w dotyku… Uśmiechnąłem się, z zapędu zrobiłem jej malutką malinkę na szyi… Emila spojrzała na mnie uważnie. Jej twarz wyrażała mieszaninę różnych emocji. Strach, radość, żal i przyjemność raz po raz przebiegały przez oblicze jej twarzy. W pewnym momencie jej oczy zeszkliły się, wbiła mi paznokcie w plecy, a potem mnie odepchnęła. Podbiegła do drzwi i otworzyła je… Drzwi trzasnęły. Kluczyk z mojej tylnej kieszeni spodni zniknął w oczywiście logiczny i tajemniczy sposób. Natomiast szczęście i radość które przed chwilą królowały w tym pomieszczeniu odeszły. A zostało po nich jedynie rozczarowanie, mętlik i miliony myśli na sekundę które przebiegały wszystkie naraz przez moją głowę…
Cóż... następny rozdział za mną...
Mam nadzieję że spodobał wam się wątek Emili i Harrego :D
Pozdro Marli <3

poniedziałek, 7 maja 2012

Rozdział 5


Marlena
-Oooooooooooo tu jesteście! Szukaliśmy was-Louis wparował między nas znienacka i wpatrywał się w nas oboje z niemym wyrzutem. Następnie uniósł brwi, odsunął się od nas i przez chwilę obserwował nas z daleka. Zdziwieni spojrzeliśmy po sobie. Tymczasem chłopak wyszczerzył się, wyciągnął mały aparat i zanim zdążyliśmy zareagować pstryknął nam fotkę, a następnie uciekł do hotelu. Matt nadal nie puszczając mojej dłoni rzucił się biegiem za podstępnym paparazzi. W ciągu zaledwie kilku minut znaleźliśmy się na górze przed Louim. Matt z wrednym uśmieszkiem wyrwał mu urządzenie z rąk. Przeglądał zdjęcia, aż wreszcie zdumiony pokazał mi zawartość karty. Była tam cała masa zdjęć moich z Mattem, Kasi z Jamesem( albo też Loganem lub Zaynem), Emili z Harrym było też kilkanaście fotek nas wszystkich razem uchwyconych w najlepszych momentach, a co dziwne nikogo wtedy nie brakowało.
-Ty zrobiłeś te zdjęcia???-uniosłam ze zdziwienia brwi, są świetne.
-Nie, chociaż z chęcią bym to zrobił. To aparat Logana- wyjaśnił.- Tylko te od ta są moim dziełem. Oddacie mi aparat? -spytał z nadzieją.
Zanim zdążyła odpowiedzieć Matt przerwał mi:
-Pewnie, jeśli tylko potem będziemy mogli je skopiować- uśmiechnął się.
-Sam o to zadbam-zachichotał Lou i wbiegł do apartamentu. Matt spojrzał na mnie tymi sowimi zielonymi oczami, mogłam się w nie wpatrywać bez końca. Gęste ciemne loki były trochę roztrzepane, uśmiech nie schodził mu z twarzy. Czerwona koszula w kratę dodawała mu uroku. Jak to możliwe żeby być takim przystojnym? pomyślałam. Chłopak zbliżył się. Serce zabiło mi szybciej, uspokój się! skarciłam się w duchu, to przecież zwykły chłopak. Ale jaki przystojny…  do kończyłam po chwili. Matt był tak blisko, schylił głowę, objął mnie w pasie, przytulił. I w tym samym momencie poczułam jak unosi mnie do góry. Z zaskoczenia nie zdążyłam zareagować…

Kasia

-Ej ej ej ej ej chłopaki zaraz, spokojnie , poczekajcie, chwilkę jeszcze. Dosłownie sekundę.-Zniknęła w pobliskim pokoju, a po chwili znów wychyliła głowę- Spokój ok?- i zniknęła.  Jeju jak ja mam to wszystko ogarnąć?  Nie nadążam. Logan, James, Zayn. Którego omal nie pocałowałam? Wszystkich trzech miałam ochotę uśmiechnęłam się po nosem. Ale trzeba wybrać tylko jednego pomyślałam ze smutkiem i zdziwieniem. Trudno czas pokaże.
-Już gotowa?- spytałam Anię. Dziewczyna nieznacznie kiwnęła głową. Karol wyjrzał z łazienki.
-Czekajcie jeszcze sekundę naprawdę już idę-wymamrotał zdenerwowany. Niech będzie. Poczekamy.
-Rusz się-rzuciłam, a chłopak w tej samej chwili wyszedł. Musiałam przyznać, że gdyby nie to że jesteśmy przyjaciółki, już dawno starałabym się go wyciągnąć na randkę. Cóż, Karol miał swój świat, swoje zabawki i poglądy. Typy partnerów też. Westchnęłam. Chodźmy. Niemo skinęłam głową, wyprowadzając gości. Emila usiłowała zachować powagę i opanowanie uspokajając ciągle kolegów. Spojrzała na mnie błagalnie. W tym samy czasie drzwi otworzyły się. Wmaszerował Matt, niosąc przerzuconą przez plecy Marlenę, która widocznie już z rezygnacji nie stawiła oporu. Wszyscy wiedzieliśmy ,że Matt jest bardzo silny, po prostu nie było sensu. Gdy nareszcie opadł na kanapę, uśmiechnęła się.
- Chłopcy to jest Ania, będzie tutaj przez około 5 dni. Niewysoka ciemna brunetka skinęła nieśmiało głową. Cóż według mnie miała kształty, była zgrabną dziewczyną, trochę lepiej zbudowaną od nas. Uwagą przyciągały przede wszystkie jej oczy. Delikatnie podkreślone czarnym eyelinerem zwracały na siebie uwagę, ciemne czekoladowe tęczówki błyszczały. O tak, miała piękne oczy, tylko pozazdrościć. Kolorowa sukienka delikatnie opływał jej ciało. Ania ze zdenerwowania skubała krawędź sukienki tak, że niemal pokazywała swoją bieliznę. Prawdopodobnie nie zwróciła na to uwagi. Wpatrywała się w Nialla. Chłopak najwidoczniej to zauważył bo uśmiechał się ironicznie. Już gdy zobaczył ją po raz pierwszy wyszeptał mi że jakoś jej nie lubi, przeraża go. Po tym jak wyrwałam się z zamyślenia zrobiłam chyba dziwną minę. Zayn spojrzał na mnie kusząco ciemnymi oczami i mrugnął. Zanim coś powiedziałam zniecierpliwiony Karol wyskoczył z impetem na środek salonu i wywrzeszczał
-A ja jestem Karol ludziska!!!-chłopaki zareagowali śmiechem i chórem odparli
-My też. Nie bardzo rozumiałam o co im chodzi ale po chwili zorientowałam się że już zdążyli się poznać. Poznać dosyć blisko najwidoczniej. Nie przerywałam im. Bez słowa chwyciłam (tym razem Zayna) za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia. Tuż za drzwiami chłopak u uśmiechnął się.
-Nie zniechęcili cię jeszcze cudowne trojaczki Malika?- zapytał ze śmiechem.
-Nie, wręcz przeciwnie. Jestem ciekawa…
-Ciekawa???-zdziwił się
-Tak, ciekawa was wszystkich, tego z którym z was czułam się najlepiej, który jest najsympatyczniejszy…- mówiąc to spojrzałam na niego wymownie. To było niesamowite, czekolada w jego oczach niemal zmieniała odcienie. Miałam taką ochotę… chciałam móc wpleść dłoń w jego gęste, czarne włosy, przytulić się… Oj umiał czarować i widocznie zdawał sobie z tego sprawę,  uśmiechnął się kusząco. Objął mnie w pasie i oparł o ścianę. Staliśmy tak oparci wpatrując się w siebie. Jego twarz zbliżał się do mojej, prawie czułam dotyk jego kształtnych warg, gorący oddech ma moim policzku. Delikatnie przechyliłam głowę, tak ze zamiast na moje usta, trafił w policzek. Zdziwiony otworzył oczy. Jego spojrzenie zdawało się  mówić. Czemu? Dlaczego tak zrobiłaś? Odrzucasz mnie?  Zdawał się być urażony moim zachowaniem. Dostrzegłam jednak w jego oczach podstępny błysk. Wtedy jakby nigdy nic powiedziałam:
-Nie ma tak łatwo. I z szerokim uśmiechem wyśliznęłam się z jego rąk. Przez chwilę jego mina wyrażała bezgraniczne zdziwienie, po chwili zainteresowanie, a następnie radość. Ciekawe, ciekawe pomyślałam. Ruszyłam w stronę windy, drzwi zsunęły mu się przed nosem. Byłam ciekawa co zrobi. Jak zareaguje? Będzie mnie szukał? Niebawem miałam się przekonać…

Jakiś taki mały tym razem ale chciałam dodać cokolwiek.
Najwyżej będę pisać częściej ale krócej.
To chyba lepsze rozwiązanie?
A i jeszcze jedno... proszę komentujcie, chciałabym wiedzieć czy to co pisze naprawdę wam odpowiada :D