-Heeeeeeeeeeeej!!! Dziewczyny
gdzie jesteście?- rozległ się donośny głos Harrego.
-Nie ma nas- wrzasnęła śmiejąc się
Emila.
-Aha, dobra to my
wychodzimy-odpowiedział jej chórek męskich głosów.
-Czekajcie-wszystkie trzy
wybiegłyśmy ze swoich pokoi-ubierałyśmy się-dokończyłyśmy z wyrzutem.
-Jest niemal 13 a wy się
ubieracie???-zdziwili się.
-To dla was, ale jeśli nie
chcecie…- Kasia odwróciła się tyłem i poszła w kierunku pokoju, ale Logan w tej
samej chwili przytrzymał ją za ramię i powiedział- nie idź, ślicznie wyglądasz.
-Ej, dobra, dobra będzie na to
jeszcze czas- odezwał się Harry-dziewczyny, to jest Louis. Do przodu wystąpił
wysoki brunet, jego włosy niemal przebłyskiwały rudością, uśmiechał się
zadziornie całym arsenałem śnieżnobiałych zębów. Jego oczy były tak blado
błękitne, żeby nie rzec niemal szare. Zaczesane na prawą stronę, gęste włosy
opadały mu na czoło. Spod białej koszulki w czarne paski wyróżniały się
delikatnie zarysowane mięsnie, ubrany był też w czerwone spodnie, czarne conversy
i szelki. Wyglądał na trochę speszonego ale radosnego chłopaka. Postawą wyrażał
niepewność i zaciekawienie jak go przyjmiemy. Musiałyśmy go dobrze przyjąć-
pierwsze wrażenie było niesamowite.
-Lou, a nie Louis-przerwał
Harremu- po prostu Lou- powiedział mrugając do nas.
-A to jest Niall- usiłował
dokończyć Harry, najwidoczniej mu się śpieszyło. Tym razem stanął przed nami
blondyn średniego wzrostu, o delikatnych rysach twarzy. Uśmiechał się
nieśmiało, był troszeczkę spięty. Drobnej budowy chłopak, o wyraźnie jednak
męskiej sylwetce, przesunął po nas czujnym wzrokiem odrobinę ciemniejszych od
Louisa oczu. Gdy jego wzrok padł na Kasię, jego twarzy przebiegł cień radości,
rozpogodził się. Wyciągnął do nas rękę, ubraną w koszulę w czarną kratę, z
iskierkami w oczach witał nas po kolei. Szczerze mówiąc bardzo dobrze
prezentował się w białych spodniach. Później miałyśmy się przekonać iż pod
niewinnym ubraniem kryje się o wiele więcej niż spodziewałyśmy się zastać.
-Wyskoczymy gdzieś wszyscy razem,
żeby coś zjeść prawda?- zapytał niewinnie.
-Teraz ja! Jestem Liam- wyrwał
się następny chłopak. Sprawiał wrażenie bardzo dojrzałego, niemal posępnego
człowieka, teraz jednak pokazał że jest zarazem odrobinę nieogarnięty.
Ciemno-blond włosy zakryły mu oczy, gdy poślizgnął się na posadzce. Naraz
odzyskał równowagę i objawił się w pełnej krasie. Wysoki, bardziej umięśniony
niż Lou Liam, uśmiechnął się wstydliwie wywołując tym nasz chichot. Wyglądał
tak słodko z tymi wpatrzonymi we wszystkie dziewczyny brązowymi oczami. Jednym
ruchem ręki przygładził sięgające uszu włosy i odsunął do tyłu grzywkę. Siwa
jeansowa koszula dodawała mu uroku, a czarne spodnie tajemniczości. Wreszcie z
energią przywitał się i usiadł na pobliskiej sofie.
-Hmm, no cóż, a to jest Logan.
-Czekaj sam im powiem.-przerwał
Hazzie- widzicie dziewczyny pierwszego dnia podwiozłem was do hotelu, wczoraj
widziałyście się z moim bratem, Hmm a dziś to jestem ja we własnej osobie… i
cóż tak naprawdę mam na imię Zayn.
-Czyli to Logan był wczoraj z
nami, bo się pogubiłam- spytała Kasia.
-Och, nie, nie Logan, Matthew był
z wami.
-Tak, ale to ja się spotkałam z
Mattem, poza tym jest on bratem Harolda-zaprzeczyła Marlena.
-Nie, nie, nie i jeszcze raz
nie-zaśmiał się Zayn- od początku. Mam trzech braci: Logana, Matta i Jamesa. W
dniu przyjazdu odwiozłem was ja. W parku
rozrywki był z wami Matt i Logan, a w domu Matt i James. Dlatego, że Matthew
jest uderzająco podobny do Harrego, wszyscy mówimy, ze jest jego bliźniakiem.
Ale tak naprawdę urodziła go moja mama.
-Jeśli dobrze rozumiem, to ty,
Logan i James, to trojaczki-zdziwiła się mika.
-Dokładnie, piąteczka-przytaknął
Hazza.
-Ojej, dziwne to-przyznała Kasia.
-I to jak-powiedział Lou- ale
jest jeszcze jedno, zdajecie sobie sprawę, że jesteśmy One Direction?
-Oczywiście, przecież to widać
-odparła Marlena- wiedziałyśmy od samego początku, gdy tylko poznałam Matta-
zasmuciła się.-Tak właściwie, to gdzie on jest?
-Wiezie waszych gości-roześmiał
się Liam- chociaż miał to zrobić Zayn.
-James miał ich przywieźć, a nie
ja- pokręcił głową mulat.
-Dobra, ja mam dość, kto się
pisze na ogromny, karmelowy popcorn i straszny horror?- podniosła się Kasia.
Oczywiście, wszyscy chcieli, kazałyśmy więc chłopakom ustawić sofy wokół ekranu
plazmy i rozłożyć poduszki, a stół przesunąć przed siedzenia. Same zajęłyśmy
się popcornem, a pomagał nam Niall, a właściwie wyjadał całe porcje przysmaku
razem z Kasią, zanim jeszcze były gotowe. Nareszcie wspólnymi siłami, udało nam
się przygotować trzy ogromne miski kukurydzy i napoje. Chłopcy tymczasem zdążyli
się już usadowić, zostawiając pomiędzy sobą miejsc dla naszej czwórki. Nie
udało nam się jednak obejrzeć nawet połowy filmu, bo co chwilę Lou wraz z
Harrym śmiali się na widok strasznych scen, któraś z dziewczyn piszczała gdy
chłopcy straszyli ją znienacka albo gdy nagle rozlał się sok, a potem ktoś się
odwdzięczył. W efekcie już po chwili wszystko wokół było mokre od czerwonego
napoju, a podłoga zasłana była rozsypanym popcornem. Gdy Liam niewiele myśląc
zrzucił w Marlenę kukurydzą, ta nie pozostała mu dłużna i zrobiła to samo. Po
chwili jednak uciekła do kuchni, a Liam wraz z Zaynem pobiegli za nią. Harry
był zajęty łaskotaniem Emili, a Louis
torturował Kasię. Nagle z kuchni wydobył się straszliwy łomot. Wtedy Lou i Harry zerwali się i poszli sprawdzić co
się stało. Zayn leżał na ziemi, przygniatała go Marlena, na którą wywrócił się
Liam. Wszyscy śmiali się jak ludzie chorzy psychicznie, cali byli obsypani
mąką, podłoga też była nią zasłana. Jedna z półek kuchennych była oberwana,
dziewczyna trzymała w dłoni jedynie rączkę uchwytu. Lou w ostatniej chwili,
choć płakał ze śmiech zdążył przytrzymać już prawie spadające z półki garnki.
- Co wyście tu narobili- do
kuchni wpadła mikusia z kasieniątkiem.
- Zayn chciał nie złapać, ciągnął
a liam mnie złapał za niego i wpadł na nas.-wymamrotała nadal śmiejąc się
Marli.
-Nic nie rozumiem ale spoko.
-Wstawać-zakomenderował
Zayn-duszę się powoli.
-A ja to co? Liam też nie jest
piórkiem-zajęczała Marlena.
-Dobra więc teraz ty lądujesz w
łazience za karę-powiedziała poważnym tonem lila.
-Brać ją! I zanieść do łazienki
żołnierzu-zwróciła się do chłopaków. Nie trzeba było im powtarzać. Wszyscy
czterej podnieśli dziewczynę i zanieśli do pomieszczenia, następnie to samo
zrobili z pozostałymi dziewczynami, a drzwi zamknęli na zasuwkę z zewnątrz.
-Wszystkie byłyście nie grzeczne,
a teraz będzie kara- oświadczył poważnie Niall, który właśnie kończył jeść
popcorn.-zrobiłyście za mało jedzenia. Wtedy wszyscy wybuchnęli donośnym
śmiechem.
-Wypuśćcie nas-prosiły dziewczyny-
tęsknimy za wami.
-Nie wierzymy- odparli chórem.
-Wypuśćcie nas to wam pokażemy.
Udało się usłyszeć cichą naradę.
-A nie będziecie uciekać?
-Nie-zaraz potem drzwi uchyliły
się. Chłopcy stali w rzędzie wyciągając ręce.
-Teraz, trzeba nas przytulić i
dać buziaka w policzek- oznajmili jak roboty.
Dziewczyny skruszone, udając
smutek, a jednocześnie się śmiejąc wykonały zadanie. Hazza nie potrafił się
powstrzymać od uśmiechu, gdy nadchodziła jego kolej, ale gdy zbliżyła Siudo niego
Emila, stał spokojnie. W ostatniej chwili
przekręcił głowę tak, ze niewinny buziak w policzek przemienił się w pocałunek.
Louis spoglądał na to z mieszanymi emocjami, natomiast Zayn mruczał, że już
nigdy nie wypuści Kasi, która właśnie go obejmowała. Marlena natomiast patrzyła
na one Direction i dziewczyny jednocześnie, ze smutkiem i radością. Cieszyła
się, ze znalazła takich fajnych znajomych i że tak dobrze się z nimi bawiła.
Tęskniła też za Mattem. Pomyślała, że byłaby zdolna doprowadzić do tego żeby
zerwał z obecną dziewczyną byle tylko z nim być. Właśnie wtedy przy drzwiach
rozległo się donośne pukanie, a potem do domu weszli Karol, Ania i Matt.
Marlenie zabiło mocnej serce, chłopak wyglądał tak ślicznie, uśmiechał się
nieśmiało i zadziornie. W ogóle nie zwróciła uwagi na gości. Podeszła do niego,
złapała za rękę i pociągnęła w stronę drzwi. Gdy tylko wyszli na zewnątrz Matt
powiedział:
-Przepraszam, że tak to
rozegrałem, powinienem ci wyjaśnić.
-Wyjaśnić, co?
-Widzisz, ja nie umówiłbym się z
tobą gdybym nie był pewny, że tego chcę, poza tym już od dawna podejrzewałem,
że Kristina mnie zdradza, a wczoraj się o tym przekonałem.
-Jak? Kiedy?
-Pamiętasz tamtą grupkę, która
nas minęła, wśród nich była taka wysoka blondynka….
-Tak, chyba sobie przypominam.
-Zerwałem z nią, nie była nic
warta, od początku była taka pusta…
-I przyszedłeś tylko po to żeby
mi powiedzieć, że z nią zerwałeś?
-Nie. Chciałem cię przeprosić i
zacząć wszystko od nowa.
-Uważasz, że to jeszcze jest
możliwe?- marli spojrzała w smutne, zielone oczy chłopaka.
-Jeśli tylko chcesz, to wszystko
jest możliwe.
Marlena objęła Matta w pasie i
stanęła na palcach, a zbliżając swoją
twarz do jego twarzy wyszeptała: -A więc, za nowy lepszy początek…