środa, 16 maja 2012

Rozdział 7


Zayn

-No tak, można się było tego spodziewać. Zabawa w kotka i myszkę… Cóż takim dziewczynom to się nigdy nie nudzi pomyślmy, na które piętro mogła zjechać… Załóżmy, ze na połowę…- pomrukiwałem sam do siebie jak jakiś psychicznie chory człowiek. No tak ale jak laska mnie zostawiła… Nie. Zaprzeczyłem sam sobie ona wróci. Ja ją znajdę nie pozwolę jej odejść. Moje myśli galopowały z zawrotną prędkością. W głowie już tworzył się plan, moje marzenia, pragnienia, to co bym zrobił, jak bym całował Kasię gdybym tylko ją spotkać. Nie znałem smaku jej ust. Nie poczułem słodyczy jej dotyku. A tak, tego pragnąłem. Zatopić się w niej, rozpłynąć w rozkoszy pocałunków, dotyku dłoni. Poczuć dreszcz podniecenia spowodowany drażniącym dotykiem jej delikatnych dłoni na mojej skórze. Drżeniem, które następowało gdy zsuwałem dłonią do jej plecach, łopatkach, obojczyku, skórze brzucha. Pragnąłem poczuć miękkość jej warg na ustach. Być z nią, żyć jej obecnością, wdychać jej zapach… Zayn ogarnij się, co ty dajesz chłopie. Usiłowałem się oprzytomnić. Te myśli powędrowały daleko, bardzo daleko, nie chciałem aby powędrowały dalej. Nie chcę odczuwać zawodu, gdyby coś nie wyszło… Gdyby to wszystko się popsuło. Zrezygnowany i powoli zmęczony własną osobą wyskoczyłem z windy. Stanąłem za pobliską doniczką z dużą, hodowlaną palmą i czekałem. Tak jak przewidywałem moja ofiara już po chwili wyłoniła się zza drzwi. Gdy powolnym krokiem minęła moją kryjówkę, złapałem ją jedną ręką w pasie unieruchamiając ruchy rąk, a drugą zatkałem jej usta. Ze zdziwienia Kasia wydała jedynie piskliwe mruknięcie. Nie zdążyła zobaczyć kim jest oprawca. Bez jej najmniejszego oporu zaprowadziłem ją do windy. Chwilę potem prowadząc dziewczynę, weszliśmy do najbliższego apartamentu.
- Bez wygłupów-wychrypiałem. Dziewczyna nieprzytomnie kiwnęła głową.  Tym razem delikatnie przytrzymując jej nadgarstki, obróciłem ją ku sobie. Naraz ujrzałem bezgraniczne zdziwienie malujące się na twarzy dziewczyny, potem złość i wreszcie strach. Zmarszczyłem brwi. Nie tak miało być. Zachichotałem.
- Chyba się mnie nie boisz co?
Kasia spojrzała na mnie smutno, potem jej twarz rozpromieniła się. Przytuliłem ją do siebie. Puściłem ręce Kasi, moje dłonie powędrowały na jej plecy, zsunąłem je do linii spodni. Delikatnie odsunąłem się i spojrzałem jej w oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się subtelnie i delikatnie przechyliła twarz. Zbliżyłem się. Poczułem jak serce mocniej mi zabiło. Nasze usta dzieliły jedynie milimetry ale wahałem się. Może ona tego nie chciała? W tym czasie Kasia zarzuciła mi ręce na szyję i dotknęła moich warg.

Kasia

Na początku całowaliśmy się delikatnie. Lekko muskając się ustami. Jego ręce znalazły się na mojej tali i przyciągnął mnie do siebie. Moje ręce owinęły mu się na karku, a palce wplotły się w jego włosy. Z czasem nasze warg zaczęły ze sobą w spół pracować, całowaliśmy się coraz namiętniej. A ja chciałam żeby ten pocałunek trwał wiecznie. Delikatnie przejechałam językiem po jego wargach. Odpłacił mi tym samym po czym wsunął język w moje rozchylone usta. I nagle oderwaliśmy się od siebie. Oboje ciężko oddychaliśmy. On jednak mnie nie puścił. Przytuliłam się do niego i położyłam głowę na jego ramieniu. Gładził mnie po włosach jedną ręką, drugą cały czas mnie trzymał, jak gdyby bał się, że ucieknę. Ale nie zamierzałam tego zrobić. Miałam dość powstrzymywania się .Chciałam żyć chwilą i nie martwić się o konsekwencje. Chciałam być z nim tu i teraz. Chciałam go czuć, jego dotyk, jego oddech. Zbliżyłam się ponownie. Całując go, skupiałam się tylko na tym, żeby nie zapomnieć oddychać…
Heh tym razem troszeczkę Kasi i Zayna :D
Wszyscy inni będą w następnych...
Miłego czytania ;)

środa, 9 maja 2012

Rozdział 6


Emila
No tak, znowu sama, sama pośród tej całej kochanej zgrai popierdzieleńców. Marlena się nie liczy, nie egzystuje obecnie na naszej ziemskiej orbicie międzyplanetarnej dziewczyn. Jednym słowem zakochana. Kasia się gdzieś wyniosła. Sorry poprawka, wyciągnęła Zayna (chyba) na zewnątrz.  Dobrze więc tylko, że  Harry był ze mną. A przynajmniej był blisko. Za blisko, o wiele bliżej niż się mogłam spodziewać. Wszyscy siedzieliśmy na jednej sofie oglądając jakąś głupawą komedię, jakimś cudem wszyscy się na wypoczynku mieścili. Wszyscy z wyjątkiem Harrego. A ponieważ jak on sam oznajmił jest on Harry Styles i nie będzie on opuszczał przyjaciół w tak  wzruszającej chwili, bez słowa naszego sprzeciwu, wpakował się nam na kolana. Cóż, być może i był ciężki, tak odrobinę. Ale to był słodki ciężar.
-Emi…
-Hmm?
-Twoje włosy są takie miękkie, wiesz?- wyszeptał loczek, bawiąc się kosmykiem moich ciemnych włosów. Mimowolnie spojrzałam w dół i zarumieniłam się. Chłopak uśmiechał się zadziornie. Nie no to było niesprawiedliwe. Jak można spotykać tak przystojnych chłopców tak daleko od miejsca zamieszkania??? Grrr. Ja coś jeszcze wymyślę, zobaczycie. Schyliłam się w stronę Harrego. Oczekiwał pocałunku, na pewno. Widziałam to po wyrazie jego twarzy. Hmm, tak miał miękkie usta. Zanim jednak nasze wargi się zetknęły, moje dłonie delikatnie powędrowały w stronę brzucha Hazzy. Nie mogłam się powstrzymać….  połaskotałam go. Naraz wzdrygnął się i spadła z naszych kolan. O tak tego się nie spodziewał. Tym razem na pewno go zaskoczyłam. Emocje temu towarzyszące były niesamowite. Cóż to za satysfakcja, zaskoczyć samego Harolda. Chłopak powoli podniósł się z podłogi. Przeniósł wzrok na mnie, jego niesamowicie zielone oczy błyszczały złowrogo. O nie pomyślałam.
-He He, czy coś się stało?- spytałam niewinnie. Harry  łypnął  na mnie okiem.
-Kara-wysyczał.
-Com?- zdziwiłam się.
-Kara!!!-wrzasnął i rzucił się na mnie. Jedną dłonią złapał oba moje nadgarstki, drugą przytrzymał stopy. Przerzucił mnie na plecy i poniósł. Spanikowana ugryzłam go w ucho. Harry syknął.
-Nie tak mocno, to boli.
-Wiem, miało boleć. Puść mnie.
-Nie mogę- wymruczał.
-Dlaczego- zdziwiłam się.
-Bo nie wiesz gdzie jest klucz.-Zachichotał. Przekręcił kluczyk w drzwiach, schował go gdzieś do kieszeni spodni. Wreszcie położył mnie na łóżku i spojrzał wyczekująco. Błysnęły białe zęby.
-A teraz przeproś-zagroził.
-Nie umiem-zaśmiałam się.
-To cię nauczę-mruknął, nadal przytrzymując moje nadgarstki, uniósł moje dłonie nad głowę. Położył się na boku i zbliżył się do mnie. Drugą ręka przycisnął mnie do siebie, tak jakbym już nigdy nie miała się od niego odsunąć. Wpił się w moje wargi, całował namiętnie. Delikatnie przesunął ręką po moich plecach, zadrżałam. Jego dotyk był delikatny, kojący, a jednocześnie na każdym centymetrze ciała czułam iskierki, których nie sposób było opisać. To było takie pociągające. Wreszcie delikatnie puścił moje dłonie. Wsunęłam rękę w jego loki. Drugą zatrzymałam na karku. Przekręciłam się tak, ze teraz to ja na nim leżałam. Delikatnie przesunęłam dłonią po jego ciele. Harry nadal mnie całując zadrżał nieznacznie, uśmiechnęłam się pod nosem. Dotknęłam dłonią jasnych spodni na wysokości bioder, wsunęłam dłoń do kieszeni na pośladkach. Harry wymruczał:
-Słodki ciężar z ciebie wiesz? Zachichotałam. Zaledwie kilka minut temu sama tak o nim myślałam. Ciekawe. Nadal oddając pocałunki jeszcze bardziej wtuliłam się w chłopaka.

Harry
Wyglądała tak pięknie z tymi rozsypanymi na twarzy włosami, roześmianymi oczami, subtelnym uśmiechem. Taka zmysłowa, błądząc delikatnymi dłońmi po moim ciele. Zastanawiałem czy mogę sobie pozwolić na to samo co ona. Czy to by jej nie przeszkadzało? Czy mój dotyk sprawiłby jej przyjemność? Czy nie byłaby na mnie zła? Słodkie, kształtne usta coraz to bardziej zachęcały do pocałunków. Oddawały je z namiętnością, z… chęcią. Emila uśmiechnęła się. Przebiegłem dłońmi po jej plecach. Delikatnie drgnęła, zmrużyła oczy. Uśmiechnęła się. Wyglądała tak kusząco…  tak nieziemsko. Zsunąłem dłonie na jej tyłeczek, nie mogłem się powstrzymać. Zmarszczyła brwi. Delikatnie wysunęła swoje ręce spod moich pleców. Uniosła się. Z tajemniczym uśmiechem usiadła na łóżku. Czyżby była urażona  za to co zrobiłem? Po chwili jednak bez ostrzeżenia położyła się na moim torsie. Z zagadkową miną zakręcała mi loczki na palcu, ciągle patrząc mi w oczy. Czekała na coś. Czekała na moją reakcję. Na mój ruch. Przytuliłem ją mocniej do siebie, całowałem tak jakbym już nigdy w życiu nie miał pocałować żadnej kobiety. W tej chwili, w tym momencie, nawet nie potrafiłaby sobie wyobrazić jaką słodyczą się ze mną dzieliła, jaką radością mnie obdarowywała. Szczęściem była sama jej obecność ale jej dotyk… ale pozwolenie na dotykanie jej miękkiej, delikatnej, opalonej skóry, dotykanie jej samej wprawiało mnie w euforię. Zatopiłem dłonie w jej jedwabistych czarnych włosach, zsunąłem na plecy. Nadal całując wsunąłem ręce pod koszulkę dziewczyny. Gorąca skóra jej opalonych pleców była czymś niesamowitym w dotyku… Uśmiechnąłem się, z zapędu zrobiłem jej malutką malinkę na szyi… Emila spojrzała na mnie uważnie. Jej twarz wyrażała mieszaninę różnych emocji. Strach, radość, żal i przyjemność raz po raz przebiegały przez oblicze jej twarzy. W pewnym momencie jej oczy zeszkliły się, wbiła mi paznokcie w plecy, a potem mnie odepchnęła. Podbiegła do drzwi i otworzyła je… Drzwi trzasnęły. Kluczyk z mojej tylnej kieszeni spodni zniknął w oczywiście logiczny i tajemniczy sposób. Natomiast szczęście i radość które przed chwilą królowały w tym pomieszczeniu odeszły. A zostało po nich jedynie rozczarowanie, mętlik i miliony myśli na sekundę które przebiegały wszystkie naraz przez moją głowę…
Cóż... następny rozdział za mną...
Mam nadzieję że spodobał wam się wątek Emili i Harrego :D
Pozdro Marli <3

poniedziałek, 7 maja 2012

Rozdział 5


Marlena
-Oooooooooooo tu jesteście! Szukaliśmy was-Louis wparował między nas znienacka i wpatrywał się w nas oboje z niemym wyrzutem. Następnie uniósł brwi, odsunął się od nas i przez chwilę obserwował nas z daleka. Zdziwieni spojrzeliśmy po sobie. Tymczasem chłopak wyszczerzył się, wyciągnął mały aparat i zanim zdążyliśmy zareagować pstryknął nam fotkę, a następnie uciekł do hotelu. Matt nadal nie puszczając mojej dłoni rzucił się biegiem za podstępnym paparazzi. W ciągu zaledwie kilku minut znaleźliśmy się na górze przed Louim. Matt z wrednym uśmieszkiem wyrwał mu urządzenie z rąk. Przeglądał zdjęcia, aż wreszcie zdumiony pokazał mi zawartość karty. Była tam cała masa zdjęć moich z Mattem, Kasi z Jamesem( albo też Loganem lub Zaynem), Emili z Harrym było też kilkanaście fotek nas wszystkich razem uchwyconych w najlepszych momentach, a co dziwne nikogo wtedy nie brakowało.
-Ty zrobiłeś te zdjęcia???-uniosłam ze zdziwienia brwi, są świetne.
-Nie, chociaż z chęcią bym to zrobił. To aparat Logana- wyjaśnił.- Tylko te od ta są moim dziełem. Oddacie mi aparat? -spytał z nadzieją.
Zanim zdążyła odpowiedzieć Matt przerwał mi:
-Pewnie, jeśli tylko potem będziemy mogli je skopiować- uśmiechnął się.
-Sam o to zadbam-zachichotał Lou i wbiegł do apartamentu. Matt spojrzał na mnie tymi sowimi zielonymi oczami, mogłam się w nie wpatrywać bez końca. Gęste ciemne loki były trochę roztrzepane, uśmiech nie schodził mu z twarzy. Czerwona koszula w kratę dodawała mu uroku. Jak to możliwe żeby być takim przystojnym? pomyślałam. Chłopak zbliżył się. Serce zabiło mi szybciej, uspokój się! skarciłam się w duchu, to przecież zwykły chłopak. Ale jaki przystojny…  do kończyłam po chwili. Matt był tak blisko, schylił głowę, objął mnie w pasie, przytulił. I w tym samym momencie poczułam jak unosi mnie do góry. Z zaskoczenia nie zdążyłam zareagować…

Kasia

-Ej ej ej ej ej chłopaki zaraz, spokojnie , poczekajcie, chwilkę jeszcze. Dosłownie sekundę.-Zniknęła w pobliskim pokoju, a po chwili znów wychyliła głowę- Spokój ok?- i zniknęła.  Jeju jak ja mam to wszystko ogarnąć?  Nie nadążam. Logan, James, Zayn. Którego omal nie pocałowałam? Wszystkich trzech miałam ochotę uśmiechnęłam się po nosem. Ale trzeba wybrać tylko jednego pomyślałam ze smutkiem i zdziwieniem. Trudno czas pokaże.
-Już gotowa?- spytałam Anię. Dziewczyna nieznacznie kiwnęła głową. Karol wyjrzał z łazienki.
-Czekajcie jeszcze sekundę naprawdę już idę-wymamrotał zdenerwowany. Niech będzie. Poczekamy.
-Rusz się-rzuciłam, a chłopak w tej samej chwili wyszedł. Musiałam przyznać, że gdyby nie to że jesteśmy przyjaciółki, już dawno starałabym się go wyciągnąć na randkę. Cóż, Karol miał swój świat, swoje zabawki i poglądy. Typy partnerów też. Westchnęłam. Chodźmy. Niemo skinęłam głową, wyprowadzając gości. Emila usiłowała zachować powagę i opanowanie uspokajając ciągle kolegów. Spojrzała na mnie błagalnie. W tym samy czasie drzwi otworzyły się. Wmaszerował Matt, niosąc przerzuconą przez plecy Marlenę, która widocznie już z rezygnacji nie stawiła oporu. Wszyscy wiedzieliśmy ,że Matt jest bardzo silny, po prostu nie było sensu. Gdy nareszcie opadł na kanapę, uśmiechnęła się.
- Chłopcy to jest Ania, będzie tutaj przez około 5 dni. Niewysoka ciemna brunetka skinęła nieśmiało głową. Cóż według mnie miała kształty, była zgrabną dziewczyną, trochę lepiej zbudowaną od nas. Uwagą przyciągały przede wszystkie jej oczy. Delikatnie podkreślone czarnym eyelinerem zwracały na siebie uwagę, ciemne czekoladowe tęczówki błyszczały. O tak, miała piękne oczy, tylko pozazdrościć. Kolorowa sukienka delikatnie opływał jej ciało. Ania ze zdenerwowania skubała krawędź sukienki tak, że niemal pokazywała swoją bieliznę. Prawdopodobnie nie zwróciła na to uwagi. Wpatrywała się w Nialla. Chłopak najwidoczniej to zauważył bo uśmiechał się ironicznie. Już gdy zobaczył ją po raz pierwszy wyszeptał mi że jakoś jej nie lubi, przeraża go. Po tym jak wyrwałam się z zamyślenia zrobiłam chyba dziwną minę. Zayn spojrzał na mnie kusząco ciemnymi oczami i mrugnął. Zanim coś powiedziałam zniecierpliwiony Karol wyskoczył z impetem na środek salonu i wywrzeszczał
-A ja jestem Karol ludziska!!!-chłopaki zareagowali śmiechem i chórem odparli
-My też. Nie bardzo rozumiałam o co im chodzi ale po chwili zorientowałam się że już zdążyli się poznać. Poznać dosyć blisko najwidoczniej. Nie przerywałam im. Bez słowa chwyciłam (tym razem Zayna) za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia. Tuż za drzwiami chłopak u uśmiechnął się.
-Nie zniechęcili cię jeszcze cudowne trojaczki Malika?- zapytał ze śmiechem.
-Nie, wręcz przeciwnie. Jestem ciekawa…
-Ciekawa???-zdziwił się
-Tak, ciekawa was wszystkich, tego z którym z was czułam się najlepiej, który jest najsympatyczniejszy…- mówiąc to spojrzałam na niego wymownie. To było niesamowite, czekolada w jego oczach niemal zmieniała odcienie. Miałam taką ochotę… chciałam móc wpleść dłoń w jego gęste, czarne włosy, przytulić się… Oj umiał czarować i widocznie zdawał sobie z tego sprawę,  uśmiechnął się kusząco. Objął mnie w pasie i oparł o ścianę. Staliśmy tak oparci wpatrując się w siebie. Jego twarz zbliżał się do mojej, prawie czułam dotyk jego kształtnych warg, gorący oddech ma moim policzku. Delikatnie przechyliłam głowę, tak ze zamiast na moje usta, trafił w policzek. Zdziwiony otworzył oczy. Jego spojrzenie zdawało się  mówić. Czemu? Dlaczego tak zrobiłaś? Odrzucasz mnie?  Zdawał się być urażony moim zachowaniem. Dostrzegłam jednak w jego oczach podstępny błysk. Wtedy jakby nigdy nic powiedziałam:
-Nie ma tak łatwo. I z szerokim uśmiechem wyśliznęłam się z jego rąk. Przez chwilę jego mina wyrażała bezgraniczne zdziwienie, po chwili zainteresowanie, a następnie radość. Ciekawe, ciekawe pomyślałam. Ruszyłam w stronę windy, drzwi zsunęły mu się przed nosem. Byłam ciekawa co zrobi. Jak zareaguje? Będzie mnie szukał? Niebawem miałam się przekonać…

Jakiś taki mały tym razem ale chciałam dodać cokolwiek.
Najwyżej będę pisać częściej ale krócej.
To chyba lepsze rozwiązanie?
A i jeszcze jedno... proszę komentujcie, chciałabym wiedzieć czy to co pisze naprawdę wam odpowiada :D

środa, 18 kwietnia 2012

Rozdział 4


-Heeeeeeeeeeeej!!! Dziewczyny gdzie jesteście?- rozległ się donośny głos Harrego.
-Nie ma nas- wrzasnęła śmiejąc się Emila.
-Aha, dobra to my wychodzimy-odpowiedział jej chórek męskich głosów.
-Czekajcie-wszystkie trzy wybiegłyśmy ze swoich pokoi-ubierałyśmy się-dokończyłyśmy z wyrzutem.
-Jest niemal 13 a wy się ubieracie???-zdziwili się.
-To dla was, ale jeśli nie chcecie…- Kasia odwróciła się tyłem i poszła w kierunku pokoju, ale Logan w tej samej chwili przytrzymał ją za ramię i powiedział- nie idź, ślicznie wyglądasz.
-Ej, dobra, dobra będzie na to jeszcze czas- odezwał się Harry-dziewczyny, to jest Louis. Do przodu wystąpił wysoki brunet, jego włosy niemal przebłyskiwały rudością, uśmiechał się zadziornie całym arsenałem śnieżnobiałych zębów. Jego oczy były tak blado błękitne, żeby nie rzec niemal szare. Zaczesane na prawą stronę, gęste włosy opadały mu na czoło. Spod białej koszulki w czarne paski wyróżniały się delikatnie zarysowane mięsnie, ubrany był też w czerwone spodnie, czarne conversy i szelki. Wyglądał na trochę speszonego ale radosnego chłopaka. Postawą wyrażał niepewność i zaciekawienie jak go przyjmiemy. Musiałyśmy go dobrze przyjąć- pierwsze wrażenie było niesamowite.
-Lou, a nie Louis-przerwał Harremu- po prostu Lou- powiedział mrugając do nas.
-A to jest Niall- usiłował dokończyć Harry, najwidoczniej mu się śpieszyło. Tym razem stanął przed nami blondyn średniego wzrostu, o delikatnych rysach twarzy. Uśmiechał się nieśmiało, był troszeczkę spięty. Drobnej budowy chłopak, o wyraźnie jednak męskiej sylwetce, przesunął po nas czujnym wzrokiem odrobinę ciemniejszych od Louisa oczu. Gdy jego wzrok padł na Kasię, jego twarzy przebiegł cień radości, rozpogodził się. Wyciągnął do nas rękę, ubraną w koszulę w czarną kratę, z iskierkami w oczach witał nas po kolei. Szczerze mówiąc bardzo dobrze prezentował się w białych spodniach. Później miałyśmy się przekonać iż pod niewinnym ubraniem kryje się o wiele więcej niż spodziewałyśmy się zastać.
-Wyskoczymy gdzieś wszyscy razem, żeby coś zjeść prawda?- zapytał niewinnie.
-Teraz ja! Jestem Liam- wyrwał się następny chłopak. Sprawiał wrażenie bardzo dojrzałego, niemal posępnego człowieka, teraz jednak pokazał że jest zarazem odrobinę nieogarnięty. Ciemno-blond włosy zakryły mu oczy, gdy poślizgnął się na posadzce. Naraz odzyskał równowagę i objawił się w pełnej krasie. Wysoki, bardziej umięśniony niż Lou Liam, uśmiechnął się wstydliwie wywołując tym nasz chichot. Wyglądał tak słodko z tymi wpatrzonymi we wszystkie dziewczyny brązowymi oczami. Jednym ruchem ręki przygładził sięgające uszu włosy i odsunął do tyłu grzywkę. Siwa jeansowa koszula dodawała mu uroku, a czarne spodnie tajemniczości. Wreszcie z energią przywitał się i usiadł na pobliskiej sofie.
-Hmm, no cóż, a to jest Logan.
-Czekaj sam im powiem.-przerwał Hazzie- widzicie dziewczyny pierwszego dnia podwiozłem was do hotelu, wczoraj widziałyście się z moim bratem, Hmm a dziś to jestem ja we własnej osobie… i cóż tak naprawdę mam na imię Zayn.
-Czyli to Logan był wczoraj z nami, bo się pogubiłam- spytała Kasia.
-Och, nie, nie Logan, Matthew był z wami.
-Tak, ale to ja się spotkałam z Mattem, poza tym jest on bratem Harolda-zaprzeczyła Marlena.
-Nie, nie, nie i jeszcze raz nie-zaśmiał się Zayn- od początku. Mam trzech braci: Logana, Matta i Jamesa. W dniu przyjazdu  odwiozłem was ja. W parku rozrywki był z wami Matt i Logan, a w domu Matt i James. Dlatego, że Matthew jest uderzająco podobny do Harrego, wszyscy mówimy, ze jest jego bliźniakiem. Ale tak naprawdę urodziła go moja mama.
-Jeśli dobrze rozumiem, to ty, Logan i James, to trojaczki-zdziwiła się mika.
-Dokładnie, piąteczka-przytaknął Hazza.
-Ojej, dziwne to-przyznała Kasia.
-I to jak-powiedział Lou- ale jest jeszcze jedno, zdajecie sobie sprawę, że jesteśmy One Direction?
-Oczywiście, przecież to widać -odparła Marlena- wiedziałyśmy od samego początku, gdy tylko poznałam Matta- zasmuciła się.-Tak właściwie, to gdzie on jest?
-Wiezie waszych gości-roześmiał się Liam- chociaż miał to zrobić Zayn.
-James miał ich przywieźć, a nie ja- pokręcił głową mulat.
-Dobra, ja mam dość, kto się pisze na ogromny, karmelowy popcorn i straszny horror?- podniosła się Kasia. Oczywiście, wszyscy chcieli, kazałyśmy więc chłopakom ustawić sofy wokół ekranu plazmy i rozłożyć poduszki, a stół przesunąć przed siedzenia. Same zajęłyśmy się popcornem, a pomagał nam Niall, a właściwie wyjadał całe porcje przysmaku razem z Kasią, zanim jeszcze były gotowe. Nareszcie wspólnymi siłami, udało nam się przygotować trzy ogromne miski kukurydzy i napoje. Chłopcy tymczasem zdążyli się już usadowić, zostawiając pomiędzy sobą miejsc dla naszej czwórki. Nie udało nam się jednak obejrzeć nawet połowy filmu, bo co chwilę Lou wraz z Harrym śmiali się na widok strasznych scen, któraś z dziewczyn piszczała gdy chłopcy straszyli ją znienacka albo gdy nagle rozlał się sok, a potem ktoś się odwdzięczył. W efekcie już po chwili wszystko wokół było mokre od czerwonego napoju, a podłoga zasłana była rozsypanym popcornem. Gdy Liam niewiele myśląc zrzucił w Marlenę kukurydzą, ta nie pozostała mu dłużna i zrobiła to samo. Po chwili jednak uciekła do kuchni, a Liam wraz z Zaynem pobiegli za nią. Harry był zajęty łaskotaniem Emili, a  Louis torturował Kasię. Nagle z kuchni wydobył się straszliwy łomot. Wtedy  Lou i Harry zerwali się i poszli sprawdzić co się stało. Zayn leżał na ziemi, przygniatała go Marlena, na którą wywrócił się Liam. Wszyscy śmiali się jak ludzie chorzy psychicznie, cali byli obsypani mąką, podłoga też była nią zasłana. Jedna z półek kuchennych była oberwana, dziewczyna trzymała w dłoni jedynie rączkę uchwytu. Lou w ostatniej chwili, choć płakał ze śmiech zdążył przytrzymać już prawie spadające z półki garnki.
- Co wyście tu narobili- do kuchni wpadła mikusia z kasieniątkiem.
- Zayn chciał nie złapać, ciągnął a liam mnie złapał za niego i wpadł na nas.-wymamrotała nadal śmiejąc się Marli.
-Nic nie rozumiem ale spoko.
-Wstawać-zakomenderował Zayn-duszę się powoli.
-A ja to co? Liam też nie jest piórkiem-zajęczała Marlena.
-Dobra więc teraz ty lądujesz w łazience za karę-powiedziała poważnym tonem lila.
-Brać ją! I zanieść do łazienki żołnierzu-zwróciła się do chłopaków. Nie trzeba było im powtarzać. Wszyscy czterej podnieśli dziewczynę i zanieśli do pomieszczenia, następnie to samo zrobili z pozostałymi dziewczynami, a drzwi zamknęli na zasuwkę z zewnątrz.
-Wszystkie byłyście nie grzeczne, a teraz będzie kara- oświadczył poważnie Niall, który właśnie kończył jeść popcorn.-zrobiłyście za mało jedzenia. Wtedy wszyscy wybuchnęli donośnym śmiechem.
-Wypuśćcie nas-prosiły dziewczyny- tęsknimy za wami.
-Nie wierzymy- odparli chórem.
-Wypuśćcie nas to wam pokażemy. Udało się usłyszeć cichą naradę.
-A nie będziecie uciekać?
-Nie-zaraz potem drzwi uchyliły się. Chłopcy stali w rzędzie wyciągając ręce.
-Teraz, trzeba nas przytulić i dać buziaka w policzek- oznajmili jak roboty.
Dziewczyny skruszone, udając smutek, a jednocześnie się śmiejąc wykonały zadanie. Hazza nie potrafił się powstrzymać od uśmiechu, gdy nadchodziła jego kolej, ale gdy zbliżyła Siudo niego Emila, stał spokojnie. W ostatniej  chwili przekręcił głowę tak, ze niewinny buziak w policzek przemienił się w pocałunek. Louis spoglądał na to z mieszanymi emocjami, natomiast Zayn mruczał, że już nigdy nie wypuści Kasi, która właśnie go obejmowała. Marlena natomiast patrzyła na one Direction i dziewczyny jednocześnie, ze smutkiem i radością. Cieszyła się, ze znalazła takich fajnych znajomych i że tak dobrze się z nimi bawiła. Tęskniła też za Mattem. Pomyślała, że byłaby zdolna doprowadzić do tego żeby zerwał z obecną dziewczyną byle tylko z nim być. Właśnie wtedy przy drzwiach rozległo się donośne pukanie, a potem do domu weszli Karol, Ania i Matt. Marlenie zabiło mocnej serce, chłopak wyglądał tak ślicznie, uśmiechał się nieśmiało i zadziornie. W ogóle nie zwróciła uwagi na gości. Podeszła do niego, złapała za rękę i pociągnęła w stronę drzwi. Gdy tylko wyszli na zewnątrz Matt powiedział:
-Przepraszam, że tak to rozegrałem, powinienem ci wyjaśnić.
-Wyjaśnić, co?
-Widzisz, ja nie umówiłbym się z tobą gdybym nie był pewny, że tego chcę, poza tym już od dawna podejrzewałem, że Kristina mnie zdradza, a wczoraj się o tym przekonałem.
-Jak? Kiedy?
-Pamiętasz tamtą grupkę, która nas minęła, wśród nich była taka wysoka blondynka….
-Tak, chyba sobie przypominam.
-Zerwałem z nią, nie była nic warta, od początku była taka pusta…
-I przyszedłeś tylko po to żeby mi powiedzieć, że z nią zerwałeś?
-Nie. Chciałem cię przeprosić i zacząć wszystko od nowa.
-Uważasz, że to jeszcze jest możliwe?- marli spojrzała w smutne, zielone oczy chłopaka.
-Jeśli tylko chcesz, to wszystko jest możliwe.
Marlena objęła Matta w pasie i stanęła na palcach, a zbliżając swoją  twarz do jego twarzy wyszeptała: -A więc, za nowy lepszy początek…

czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozdział 3



-Odsuń się. Jesteś za blisko…
- Ja? Com ty. Sama się przysunęłaś.-mruknął Harry z uśmiechem, mimowolnie zbliżając się do Emilii.
-Wydaje ci się-zachichotała- ja się nie mam jak ruszyć.
-Co? Dlaczego?
-Bo siedzisz mi na nogach…
-Przepraszam-westchnął chłopak natychmiast oswobadzając mikusię. Ona wtedy zerwała się i zanim Hazza zdążył zareagować wybiegła z pokoju, trzaskając mu drzwiami przed nosem. Nie zauważyła jednak idących w jej stronę Kasi i Logana i wpadła na nich z impetem.
-Au!
-Co robisz?
-Hmm? A nic, przepraszam, uciekam przed loczkiem. Czemu jesteście cali mokrzy???
-Logan chciał mnie utopić.
-Mówiłaś że umiesz pływać.
-Bo umiem.
-No tak ale teraz jestem cała mokra.
-Fajnie za to wyglądasz.
-Tu jesteś!- wrzasnął Harry widząc Emilę
-Ekhem to może ja wam nie będę przeszkadzać.-mika zerwała się z miejsca i wybiegła do windy.
-I tak mi nie uciekniesz-gonił ją głos Harrolda.
-Co ty idziemy się wysuszyć.
-Ja idę, ty zostajesz.
-Czemu? Zostawisz mnie samego?
-Nie. Muszę się przebrać.
-Pomogę ci, z wielką przyjemnością to zrobię nawet.- Logan złapał Kasię wpół i przyciągnął.
-Kusząca propozycja ale wiesz poradzę sobie sama…- Kasiek wyplątał się z rąk chłopaka i poszedł.
-I tak przyjdę.-wymruczał Logan do samego siebie.
-Słyszałam to. Zamknę drzwi- zaśmiała się dziewczyna.

Tymczasem…

-Coś nie tak? Czemu jesteś taki smutny?
-Smutny? Nie… jakoś tak muszę coś przemyśleć, widzisz ja…
-Tak?- zagadnęła Marlena.
-Ja… nie mogę ci powiedzieć. Przynajmniej nie teraz, przepraszam ja powinienem był, nie ja nie powinienem był tu przychodzić, to co czuję, co czuję do ciebie-chłopak zerknął na dziewczynę.-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? 
Marlena zmieszana zarumieniła się: -Nie wiem. To nie takie proste orzec co czym jest, wszystko się miesza, ja sama nie wiem co czuję.
-Czujesz coś? Do mnie?- zdziwił się Matt.
-Ja… chyba tak.
Matthew zatrzymał się,  złapał Marlenę za rękę i spojrzał w oczy.
-Skąd wiesz?
-To się czuje, tak po prostu, nie potrafię tego wytłumaczyć.
Matthew zerknął w górę, na hotel i przerwał niezręczną ciszę: - Zdaje się, że Harry szuka Emilii.
-Co?
-Spójrz-wskazał na balkon z którego machał nam wyszczerzony Hazza.
-Schowała się?- wrzasnęła dziewczyna.
-Taaaaaaaak. Nieeeeeee wieeeeeeeeem gdzieeeeeee.- wygłupiał się Harry.
-Łazienka-odparł Matt.
-Dzięki-krzyknął Harry i zniknął wewnątrz domu.
Spójrz na mnie proszę ,Marlena ja wiem, że nie powinienem się z tobą spotykać ale ja naprawdę coś czuję.
-Czemu nie powinieneś?
-Bo ja, widzisz-zacinał się Matt.
-Tak?
-Właściwie to ja… mam dziewczynę…- dokończył patrząc Marli w oczy i w ostatniej sekundzie muskając jej usta.
-Czemu to robisz?- spojrzała na niego ze smutkiem.
-Przepraszam. Wiem…
-Nie masz za co, nic się nie stało-powiedziała i uciekła. Chłopak tymczasem stał na zewnątrz i patrzył na nią, w duchu przeklinał się za to co zrobił, ale nie żałował tego, tych ułamków sekundy dzięki którym poczuł, że Marlena może być dla niego kimś więcej, a nawet już miał plan…

-Wpuść mnie proszę… Kasia… zimno mi… no weź nie bądź taka…- jęczał pod drzwiami łazienki Logan.
-Jaka?- drzwi delikatnie uchyliły się.
-Chcesz znać prawdę?
-Tak, powiedz mi-Kasia wystawiła głowę.
-Jesteś urocza, zabawna i …
-I? Jest jeszcze i? Hmm?
-Jesteś piękna.
-Dobra, dobra już się nie wygłupiaj tylko choć- uśmiechnęła się dziewczyna.
-Ja pierwszy-wrzasnął Harry który pojawił się znikąd i bez ostrzeżenia wpadł do łazienki.
-Haaaaaaaaaaa- rozległ się triumfalny ryk chłopaka-tu cię mam, tu cię mam, tu cię, tu cię, tu cię mam. Natychmiast też schowana w łazience mila zaczęła piszczeć wniebogłosy.
-Nieeeeeeeee nie ruszaj mnie, zostaw tę wodę idioto!!! Nie…- rozległ się po chwili odgłos spadających przedmiotów. O framugę uderzyło opakowanie z szamponu. Wtedy też gdy tylko Kasia zajrzała do łazienki jej oczom ukazał się obraz totalnej demolki. Wszystkie płyny pod prysznic, sole do kąpieli, olejki, szampony, kremy leżały na podłodze porozrzucane, podłoga była zalana wodą, a z wanny wylewała się piana i woda. Emila usiłowała wydostać się ze spienionej wody, podczas gdy Harry przygniatał ją do dna. Wreszcie chłopak wyszedł z wody, kapało z niego, a głownie z jego włosów, Emilka nie była w lepszym stanie, ubrania przykleiły się jej do ciała, cała była w pianie.
-Może ich zostawmy co? Choć pójdziemy do tej drugiej łazienki-pokręcił głową Logan i pociągnął Kasię za sobą.
Naraz do domu wbiegła zapłakana Marlena, drżała, rozglądała się nieprzytomnym wzrokiem. Kasia złapała ją i pytała się co się stało, ale ona chciała być sama, schowała się w pokoju.
-Wiesz ja chyba już pójdę, wysuszę się wreszcie, a wy wszystko obgadacie co?
-Może tak będzie…
-Idę z tobą, spójrz zniszczyła moje piękne loki, czy ty wiesz dziewczyno co się dzieje z ludźmi, którzy niszczą mi moją haroldowską fryzurę???-zwrócił się do Emili.
-Nieee…
-No właśnie, bo giną w męczarniach-mrugną Harry-jeszcze cię dopadnę zobaczysz-zaśmiał się diabelsko.
-Nie boję się ciebie.
-A powinnaś bo ja jestem h…
-Tak tak wszyscy wiemy hot & dangerous, choć już lalusiu bo nigdy nie wrócimy do domu, a tak w ogóle to gdzie jest Matt?
-Coś się stało, jeszcze nie wiem, Marlena płacze…
-Płacze? Oj to zły znak, dobra my lecimy, wpadniemy jutro ok? Pocieszcie ją od nas… pa!
-Nom, pa.
Gdy tylko chłopcy zniknęli za drzwiami, dziewczyny naraz zapukały do pokoju Marleny, dziewczyna leżała zwinięta na łóżku. Kiedy przyjaciółki usiadły, ona opowiedziała im co się stało, żal jej było tego co poczuła bo tak właściwie, to zakochała się. Oby to minęło… nie warto niszczyć sobie całych wakacji przez jednego chłopaka.
-Czemu jesteś mokra-spytała Marli w pewnym momencie.
-Długa historia.
-To ja zrobię czekoladę- uśmiechnęła się kasieniątko przytulając dziewczyny- mamy całą noc, jest co opowiadać, mrugnęła i zniknęła.

Biegłam ścieżką pełną ostrych kawałków żwiru, każdy krok sprawiał mi ból chociaż miałam solidne buty. Uciekałam przed kimś, tylko przed kim? Wiedziałam, że zrobił coś złego, coś co mnie zraniło… Schowałam się za dużym dębem, czekałam. Nadchodził, czułam to. Delikatne drżenie ziemi, spokojne, powolne kroki. Był blisko. Cisza. Zero ruchu. Wyjrzałam zza drzewa,. Nikogo nie ma… a przecież byłam pewna… on tam był, bez wątpienia, na pewno. Wychyliłam się, rozejrzałam, mimo tego, że powinnam się go bać, to chciałam go zobaczyć, dotknąć, przytulić, nawet jeśli miałby mnie potem odtrącić. Pragnęłam tego, tej bliskości. Ból w mojej głowie zapulsował, to było ostrzeżenie, był blisko. Liście delikatnie szumiały, słońce świeciło, delikatny wiatr przyniósł zapach słodkich, letnich kwiatów. Nagle spomiędzy korony drzew wypadł ciemny kształt. Stanął przede mną. Westchnęłam. Nawet pełen gniewu, ze złością malującą się na twarzy wyglądał bardzo przystojnie. Wyciągnął dłoń w moją stronę, zawahałam się lecz w niemym geście pokręciłam przecząco głową. Chciałam być z nim ale nie kosztem kogoś innego… Skinął na mnie. Jego lekko kręcone ciemne włosy zafalowały, twarz ukryła się w cieniu. Mimo to widziałam jego błyszczące, zielone oczy. Postawą sylwetki zdradzał swoje zdenerwowanie, niecierpliwość i ból. Wtedy ziemia się zatrzęsła, w  poprzek  przebiegło pęknięcie, ziemia rozdzieliła się na dwie części, chłopak potknął się i upadł, stoczył się w otchłań. W tym momencie poczułam, że źle zrobiłam, powinnam była pozwolić mu odejść lub wybaczyć.
-Matthew!!!!-krzyknęłam ale było już za późno…..

-Marlena obudź się!
-Słyszysz mnie?
- O boże ona chyba jest nie przytomna…
-Jeju żyję dziewczyny spokojnie co jest?
-Krzyczałaś, nie mogłyśmy cię dobudzić.
-Miałam zły sen, przepraszam.
-Matt dzwonił, przyjdzie za trochę, ma przyprowadzić kolegów.-Przerwała nam Kasia. -A Logan podobno wiezie jakichś ludzi, którzy podają się za naszych przyjaciół…- dokończyła.
-Będzie Harry i chłopaki?- spytała Dominika.
-Tak, w takim razie wstajemy i ubieramy się, dziewczyny już 12, mamy o kurcze mamy tylko 20 minut!- wyrecytowała jednym tchem Kasia.
I chociaż tak naprawdę nie chciałam widzieć się z Mattem, to byłam ciekawa jak się zachowa, więc tak jak moje przyjaciółki, tak i ja poszłam się ogarnąć…

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Rozdział 2




Już w hotelu…

-Ej, ej źle się czujesz -spytała misia-wszystko ok?
-Nom coś blada jesteś-wyjrzało z kuchni kasieniątko- zrobić gorącą czekoladę?
-Nie wiem…
-Dobra co jest? Gadaj! Bo jeśli ty nie chcesz czekolady to naprawdę musi być źle- koleżanki spojrzały na mnie ze współczuciem.
-Hmm? Co? Sorka zamyśliłam się. Naprawdę nic mi nie jest, tylko jakoś tak… czuję się taka rozbita. Nie wiem co robić i w ogóle… chcę… chcę…
-Jeść?
-Spać?
-Leżeć na podłodze?
-Schować się pod łóżkiem?- przyjaciółki prześcigały się w pomysłach, które stawały się coraz głupsze.
-Utopić się?
-Rozebrać się i pilnować ubrań?
-Zdmuchnąć słońce?
-Pocałować księżyc?
-Wieeeeeeeeeeem!!! Będzie sesja-wydarły się chórem i zgodnie mnie otoczyły. Nie pozwoliły mi się nigdzie schować lecz z miną smutnego pieska prosiły mnie abym się zgodziła.
-Ha ha ha ha ha. Dobra- nie wytrzymałam i wybuchłam niepohamowanym śmiechem- gdzie aparat?
-Taaaak- rozległ się okrzyk triumfu- Tutaj, masz, trzymaj, czekaj zaraz tu wrócimy.
Już po chwili przyjaciółki założyły super odjechane ciuszki i teraz zastanawiały się w co należy ubrać mnie. Wreszcie po serii kłótni i szturchań zdecydowały się. Zdjęcia jak zwykle wyszły idealnie. Zawsze takie się udawały, szczególnie z takimi wdzięcznymi modelkami jak Emila i Kasiek. W końcu rozweseliłam się do końca, ustawiłam statyw i sama do nich dołączyłam.

-We are gonna dance into the sea all I want is you, you're ma Cherie, ma Cherie, ma Cherie ooooo, ma Cherie, ma Cherie ooooooooooooo- w całym domu rozlegała się melodia piosenki.
-Mmmm, co tak pięknie pachnie?- wymruczałam, budząc się. Nawet nie pamiętałam kiedy zasnęłyśmy. Najwidoczniej wszystkie trzy leżałyśmy na kanapie, ponieważ wszystko bez wyjątku mnie bolało. Szybko powędrowałam do kuchni, gdzie krzątała się Kasia.
-Co kuchcikujesz? Daj, pomogę-  uśmiechnęłam się.
-Heh to miały być placki z nadzieniem ale nie wiem czy coś z nich zostanie.
-Czemu?- zdziwiłam się.
- Znając ciebie zjesz połowę ciasta zanim zdążymy je usmażyć-zachichotała.
-Ale to jest takie pyyyszne- powiedziałam robiąc głupią minę-nie potrafię się powstrzymać.
-Patrzę na was z pogardą-oznajmiła śmiejąc się Emila i wkroczyła do kuchni pewnym krokiem.
-O nie teraz to na pewno nic już nie zostanie- zajęczała Kaśka smażąc kolejnego placuszka.
-Daj to, znowu spalisz- wyszczerzyła się mika i odebrała jej patelnię.
- Nadzienie gotowe-oznajmiłam stawiając na stole miseczki z kilkoma rodzajami marmolady, masą serową, waniliową i cynamonową, a po chwili przyniosłam też nutellę, syrop klonowy, czekoladowy i karton soku pomarańczowego.
-No no to dopiero będzie śniadanie- wymamrotały dziewczyny-kto to wszystko zje?
-My oczywiście, z drobną pomocą.
-Pomocą? Kto jeszcze przyjdzie?
-Kuzyn, przyprowadzi też swoją dziewczynę, dwóch braci, koleżankę, sąsiadkę i ciotkę z ameryki-odparłam niewinnie.
Tymczasem koleżanki patrzyły na mnie z minami Lol, a ja omal nie zaczęłam zwijać się ze śmiechu na podłodze.
-No co?- opanowałam się- żartować nie wolno?
-Heh, dobre- ema puściła mi oczko i siadła do stołu.
- Idziemy dziś do parku rozrywki?- zagadnęłam gdy tylko zdążyłyśmy zjeść.
-A gdzie to jest?
-Och niedaleko niecałe 30 km stąd…- zawahałam się-ten chłopak, który wczoraj dał mi swój numer, zaproponował to miejsce, chciał też wziąć ze sobą kolegów i w ogóle.
-A o której mamy tam być-zagadnęła Emila.
-Koło 16, muszę mu jeszcze odpisać.
-A więc, a więc, a więc…
-Zbieramy się-dokończyła Kasia za przyjaciółkę-mamy mało czasu.
-Przecież jest dopiero 12, to mnóstwo czasu-zdziwiłam się
-Nom tak ale musimy się jeszcze spotkać z … moim kolegą-dokończyła.
-Ach, szybko w takim razie.

2 godziny potem czekałyśmy już gotowe na ,,kolegę’’ Kasi. Jakie było nasze zdziwienie gdy pod hotelem zaparkowało auto w którym siedziało trzech chłopców, spośród których z dwoma z nich już się spotkałyśmy. Kierowcą był oczywiście taksówkarz, natomiast siedzenie pasażera zajmował ,,mój’’ chłopczyk. Trzeci cóż, był żeby nie rzec identyczny jak pasażer. Zastanowiło mnie to. Zdezorientowana spoglądałam na obu. Tymczasem Kasia zdążyła już zająć miejsce z tyłu, tak samo jak Emilka. Wreszcie płeć męska zorientowała się o co chodzi i ubrany koszulę w czerwoną kratę chłopak podniósł się, z uśmiechem zaprosił mnie do samochodu i po chwili wyjaśnił, że to z nim widziałam się poprzedniego wieczoru. Podróż upłynęła nam bardzo miło, zdążyłyśmy się lepiej zapoznać z naszymi ,,randkami’’. Już na teren parku rozrywki każda z nas weszła pod rękę z jednym z nich.  Zdecydowaliśmy się na rollercoaster w pierwszej kolejności.  W kolejce zostaliśmy jednak rozdzieleni i parami, usiedliśmy w innej kolejce. Jazda była diabelska przez całą drogę piszczałam więc mogłam bezkarnie trzymać towarzysza za rękę. Po chwili jednak uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie znam jego imienia. Usiłując pokonać pęd powietrza wykrzyczałam: - Jak masz na imię? Początkowo spojrzał na mnie jak na głupią, jednak sekundę później roześmiał się i powiedział:  -Matthew.  Nadal jednak intensywnie się na mnie patrzył, wreszcie zrezygnowany, z uśmiechem na twarzy spytał: -A ty?  Natychmiast zrobiło mi się głupio, zarumieniłam się.
- Marlena.
-Wyjątkowo.-spojrzał mi w oczy-naprawdę.
W tej samej chwili przejażdżka skończyła się i z przeciwnej strony nadjechały wagoniki z Kasią i Milą.
-A koledzy?- wskazałam na chłopców i dziewczyny którzy właśnie wysiadali. Matthew pacnął się w czoło.
-Dureń ze mnie. T o jest Harry-machnął w stronę bliźniaka-a ten tutaj łoś to…
-Logan-przerwał mu on sam.
-Logan?- zdziwił się Mat
-Nom, tak- wyszczerzył się nasz kierowca i mrugnął do Kaśki.
-Co teraz?
-Diabelski młyn, czarna mamba, bonanza, muczaro, rollercoaster, i wszystko inne po kolei-wyrecytowała mikusia- idziemy.
I pobiegła. Harry ruszył za nią, a potem cała nasza reszta. Do późnego wieczoru zdążyliśmy odwiedzić wszystkie rozrywki, byliśmy już zmęczeni, przemoknięci od spływu pontonami ale bardzo zadowoleni. Wróciliśmy już do Londynu, Kasia, Emila, Harry i Logan poszli do hotelu. My natomiast wybraliśmy się na spacer. Matthew zaprowadził mnie w piękne miejsce, skąd widać było gwiazdy. Usiedliśmy na trawie i rozmawialiśmy. Wreszcie zapadła niezręczna cisza. Odwróciłam wzrok, dłuższy czas patrzyłam na tańczące w angielskich oknach światła. Poczułam, że Matthew przysunął się bliżej, odwróciłam głowę i spojrzałam wprost w błyszczące oczy chłopaka. Był tak blisko, czułam jego delikatny oddech na swojej skórze.  Uśmiechnął się delikatnie, zbliżył swoją twarz do mojej. Pragnęłam tego, zbliżyłam się jeszcze bardziej i zamknęłam oczy. Jego ledwie wargi musnęły moje, poczułam jak przyciąga mnie do siebie i naraz odskakuje. Jak echo usłyszałam mrożący krew w żyłach krzyk... a naraz potem donośny śmiech zbliżającej się grupki ludzi. Zniszczyli nam cały nastrój, ta chwila miała być taka piękna. Mat skrzywił się.
-Odprowadzę cię-wyszeptał, po czym wstał i pociągnął mnie za rękę- muszę już iść.
-Niech będzie-zdobyłam się na smutny uśmiech.

-Hmm no więc oglądaliśmy film, to chyba była komedia, szczerze to już sama nie wiem. Zajęłam się rozmową z Harrym. Śmialiśmy się z podobnych przyzwyczajeń znajomych, żartowaliśmy i wtedy rzuciłam w niego poduszką. Oburzony powiedział, ze przykro mu ale musi zrobić to samo. W tym czasie ja zerwałam się z kanapy i uciekałam do sypialni. Tuż przed łóżkiem załapał mnie wpół wrzeszcząc: - Ha ha ha ha ha, teraz jesteś moja, żebym cię wypuścił musisz się wykupić. Nie wyhamował jednak na śliskiej podłodze i oboje padliśmy na pościel. Niewiele myśląc zaczęłam go łaskotać a on odpłacił się tym samym. Wreszcie gdy już zdał sobie sprawę, że ze mną nie da się wygrać, objął mnie wpół, unieruchamiając mi ręce.
-Puść mnie.
-Nie mogę.
-Czemu?
-Bo sama musisz się uwolnić z pułapki.
-Jesteś tego w 100 procentach pewien?
-Tak, nie masz innego wyjścia.-oczy miał roześmiane. Nie potrafiłam się powstrzymać przed droczeniem z nim.
-Będziesz tego żałować-wyszeptałam.
- Nie-odpowiedział z przekorą i przekręcił się tak że teraz leżeliśmy na boku. Ja natomiast wbrew moim przekonaniom i tym co myślałam, nie dając sobie ani Harremu czasu do myślenia, szybko zbliżyłam się i pocałowałam go. Zaskoczyło go to, ale odwzajemnił pieszczotę. Po chwili jego uścisk się rozluźnił, a ręką gładził moje plecy. Przygarnął mnie bliżej i przeniósł na się plecy, tak ze teraz to ja na nim leżałam. Wsunęłam dłoń w jego loki i zbliżyłam się jeszcze bardziej. Pocałunek stał się bliższy, rozchyliłam wargi, Harry zrobił to samo, wysunął język. Był taki czuły i namiętny. Gdy wreszcie odsunęliśmy się od siebie, zmieszana spojrzałam mu w oczy.
-Umiesz przekonywać-rzekł z powagą.
-Wiem-zdobyłam się na leciutki uśmiech- nie wiem tylko czy powinnam była…


Tymczasem, też w hotelu

-Zmień to!
-Ciemu?
-Bo chcę horror… i nie lubię nie śmiesznych komedii.
-A może jednak?- Kasia droczyła się z Loganem.
-Jak ładnie poprosisz…
-Nie umiem.
-Nie?
-Naprawdę, nigdy nikt mnie do tego nie przekonał.
-A gdybym to był ja?
-Hmm, to zależy.
-Od czego?
-Od tego czy umiesz to robić.
-Chcesz się przekonać? Nawet dam radę nauczyć ciebie.
-Mnie? No com ty. Niemożliwe- zaśmiała się Kasia.
-Ah tak?- Logan porwał ją na ręce i mocno trzymał.
-Ej co robisz, spadniemy…
-Nie przesadzaj umiem jeszcze chodzić po schodach.
-Tak, tak, tak ale
-Hmm?- chłopak spojrzał mi w oczy i niewątpliwie zarumieniłam się.-Umiesz pływać?- wypalił ni z tego ni z owego.
-Tak- zawahałam się-a czemu pytasz?
-Zobaczysz-wyszczerzył się wkraczając do ogromnej sali z basenem.
-O nie, nie odważysz się. Nie zrobisz tego prawda?- Kasia spojrzała na niego wystaraszona.
-Oho widać że jeszcze mnie dobrze nie znasz.-Logan stanął na krawędzi basenu.-To jak? Może jednak horror?
-Nie, nie zgadzam się na horror- niewiele myśląc zaprotestowałam otwarcie i w tym momencie poczułam ,że lecę.- Nieeeeeeeee!
-A więc niech będzie komedia- zachichotał Logan. W tym momencie wpadłam do wody, zdążyłam jednak złapać nogę prześladowcy, dzięki czemu i on stracił równowagę i też wylądował w wodzie.
-I kto się teraz śmieje?- wykrztusiłam wynurzając się na powierzchnię.
-Kasiu…- jago głos zrobił się podejrzanie miły i słodki, zbyt słodki.
-Taaaaak?- spytałam ostrożnie.
-Zamorduję cię za to!- i rzucił się w moją stronę. Byłam na szczęście przygotowana i uniknęłam jego rąk.
-Najpierw mnie złap!- zaśmiałam się i odpłynęłam.

wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 1


Na szczęście lub i nie,  każdy rok szkolny dobiega końca. Egzaminy gimnazjalne napisane, lżej robi się na sercu że już niemal nie trzeba się uczyć. Teraz tylko wakacje :D Planowałyśmy je już dawno dopiero dziś razem z przyjaciółkami podjęłyśmy ostateczną decyzję. Jedziemy do … Londynu! I to na cały miesiąc! Cóż łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Na wszystko trzeba przecież zasłużyć. Ale w końcu rodzice nas wspomogli. Właściwie to dzięki nim nasz wakacyjny wypad powiódł się.
Dzień odlotu do Londynu. 8.00
Bip… bip… bip… ciągle rozlegał się złośliwy dźwięk dzwonka. Głupi brzęczyk pomyślałam w pierwszej chwili… lecz nagle uświadomiłam sobie co to oznacza.
-Lila!!! Zaspałyśmy, spóźnimy się na samolot! Już po 8…-wrzasnęłam.
-Nie drzyj się, daj ludziom spać-jęknęła Kasia.
-Wstawać!!! Albo wcale nie będzie zakupów w Londynie-dokończyłam cichutko ze złośliwym uśmiechem.
To podziałało na nie natychmiastowo, obie się zerwały i pobiegły do łazienki. Dobrze że byłam tam pierwsza zachichotałam. Po sekundzie byłam już ubrana w króciutkie spodenki jeansowe, koszulkę na ramiączkach i czekałam z torbami przy wyjściu. Na kogo? Oczywiście na naszego kochanego Karolka, który zgodził się nas zawieźć na lotnisko.
- Jak zwykle trzeba na niego czekać-westchnęła Emi.
-Ty już?- zdziwiłam się.- Gdzie Zguba?
- Ubiera się-wyszczerzyła się mikusia – chce dobrze wyglądać w samolocie.
-Kto?- zaciekawiła się  spoglądając na nas z miną vas hapenin.
-He He He ty!- wybuchłyśmy śmiechem widząc jej zabójczą minkę.
-Vas hapenin? -przerwał nam głos z tyłu-czy coś przegapiłem?- Karol uśmiechnął się czarująco. 
-No dobra dobra, przecież wszystkie trzy dobrze wiecie że wyglądacie świetnie-dokończył zerkając w stronę Kasieńki.
- To oczywiste, chciałyśmy tylko usłyszeć opinię eksperta- odparłyśmy chórem i natychmiast wpakowałyśmy się do samochodu.
-Kurs Londyn!!!-wrzasnęliśmy wszyscy chórem.
Karol szybko zawiózł nas na lotnisko i pożegnał się z nami. Stwierdził że wpadnie do nas w drugim tygodniu. Po 4 godzinach lotu wszyscy byliśmy na miejscu. Po całym zamieszaniu na lotnisku gdy okazało się ze Emila nie ma swojego biletu i że przypadkowo mam go przy sobie ja, odetchnęłam z ulgą. Jesteśmy na miejscu. Nareszcie. Karol miał nas tylko podrzucić. Gdyby z nami pojechał miałybyśmy tylko nianię na karku. Same doskonale sobie poradzimy. Tak… zacznijmy od transportu.
Uśmiechnęłam się do przyjaciółek.- Które taxi nasze?- spytałam niewinnie.
Kasia już od dłuższego czasu rozglądała się po placu.- Tamta mi się podoba-zachichotała.
Zgodnie spojrzałam we wskazanym przez nią kierunku.
-Rzeczywiście jest na co patrzeć- przytaknęła Emila.
-Słoooodko- podsumowałam przeciągając samogłoskę.
-Ja z przodu-wyszczerzyła się nasza blondyneczka, zanim my w ogóle zdążyłyśmy zareagować.
Obydwie zgodnie wymruczałyśmy coś pod nosem, ale posłusznie zajęłyśmy tylne miejsca podczas gdy Kasia już zagadywała przystojnego Brytyjczyka. Szczerze mówiąc chłopak nie mógł mieć więcej niż 17 lat, najwidoczniej znalazł wakacyjną pracę. Był szczupły lecz delikatnie umięśniony. Spod trochę dłuższej ciemnej grzywki błyskały ciemnobrązowe oczy. Co jakiś czas chwalił się równym, białymi zębami w słodkim uśmiechu. Cóż, przynajmniej było na co zerkać.
-Do hotelu’’ San rosa” poroszę-wyrecytowała niezwykle poprawną angielszczyzną Emka, której już znudziło się czekanie.
-Z przyjemnością- chłopak posłał uśmiech w jej stronę, podczas gdy ona zdążyła się już zarumienić.  
Po 20 minutach jazdy w przyjemny ciepłym londyńskim słońcu, byłyśmy już na miejscu. Zapłaciłyśmy naszemu ,, szoferowi,, podczas gdy Kasia patrzyła na nasze poczynania z żalem. Już odchodziłyśmy w stronę hotelu, gdy chłopak zawołał dziewczynę. Nasza przyjaciółka odwróciła się z błyskiem w oczach a  on rzekł z uśmiechem:
-Tu jest moja wizytówka, gdybyście mnie jeszcze kiedyś potrzebowały, nie tylko w czasie pracy- mrugnął do niej i pomachał do nas, a następnie już go nie było.
-Ładnie, ładnie. Młoda ma już kogoś na oku a my to co?- mika się uśmiechnęła.
-W takim razie ruchy jeśli chcesz jeszcze kogoś spotkać- powiedziałam i już biegłam w stronę holu.
Po godzinie zdążyłyśmy się już rozgościć w ,,domku,, , który ofiarował nam mój starszy kuzyn. To był prawdziwy apartament. Cztery sypialnie, trzy łazienki, pokój gier, kuchnia i przestronny salon. Czego nam więcej trzeba?- pomyślałam. A tak świeżego wieczornego powietrza. Westchnęłam. Przebrałam się w kolorową mini sukienkę, tak samo jak mika, a Kasia założyła tunikę i spodenki. Za jakieś 10 minut wszystkie trzy spacerowałyśmy już po wybrukowanych uliczkach Londynu. Skierowałyśmy się do parku, a następnie do małej knajpki która wydała nam się przytulna z zewnątrz. Wszystkie maiłyśmy ochotę na naleśniki. Zgodnie usiadłyśmy w kącie i przeglądałyśmy menu. To znaczy moje koleżanki właśnie to robiły, a ja tymczasem z ciekawością zerkałam w stronę siedzących nieopodal czwórki młodych chłopaków. Jeden z nich szczególnie mnie zainteresował, byłam pewna że już go gdzie widziałam, kogoś mi przypominał. Wtedy on na mnie zerknął, zrobiło mi się głupio. Nie powinnam była tak się gapić. Zarumieniłam się i spuściłam wzrok, a następnie złożyłam zamówienie. Cały czas jednak czułam na sobie zaciekawione spojrzenie chłopaka. Wreszcie odważyłam się i odwróciłam głowę. On natychmiast zaczął udawać, ze patrzy w inną stronę, niestety jednak zdradzał go chytry uśmieszek. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Czemu się cieszysz?- spytała mikula - jedz, są pyszne.
-Tak, wiem, wiem-mruknęłam.
Co jakiś czas czułam że on na mnie patrzy, ja jednak zerknęłam tylko dwa razy. Byłam ciekawa co zrobi. W końcu zaczęłyśmy zbierać się do wyjścia, zrobiło się późno. W tym samym czasie chłopcy też zaczęli zbierać swoje rzeczy. Jeden z nich skierował się w naszą stronę. Serce zabiło mi szybko. Był przystojny, bardzo przystojny, o wiele więcej niż przypuszczałam. Spanikowałam, nie wiedziałam co robić. Jak gdyby nigdy nic ruszyłam razem z przyjaciółkami w kierunku wyjścia. Gdy już przenikałyśmy w mrok ulic oświetlonych delikatnym światłem londyńskich latarni, poczułam ,że ktoś zaciska moją dłoń na kulce z papieru, zdążyłam się jedynie odwrócić i zobaczyć niesamowicie zielone oczy, które wprost błyszczały z rozbawienia. Chłopak tymczasem wyszeptał:
-Umówmy się. Napisz- i wraz ze swoim zagadkowym uśmiechem zniknął w cieniu pobliskich kamieniczek.
Koleżanki spojrzały na mnie z zainteresowaniem. Emi powiedziała:
-Wiesz, teraz to zostaję spośród was sama. Ale widziałam, że miał ładnych kolegów, więc może…
-Nie może tylko na pewno, jeden z nich był boski.
-Piękny pierwszy dzień-podsumowała Kasia ze śmiechem.