-Odsuń się. Jesteś za blisko…
- Ja? Com ty. Sama się przysunęłaś.-mruknął Harry z
uśmiechem, mimowolnie zbliżając się do Emilii.
-Wydaje ci się-zachichotała- ja się nie mam jak ruszyć.
-Co? Dlaczego?
-Bo siedzisz mi na nogach…
-Przepraszam-westchnął chłopak natychmiast oswobadzając
mikusię. Ona wtedy zerwała się i zanim Hazza zdążył zareagować wybiegła z
pokoju, trzaskając mu drzwiami przed nosem. Nie zauważyła jednak idących w jej
stronę Kasi i Logana i wpadła na nich z impetem.
-Au!
-Co robisz?
-Hmm? A nic, przepraszam, uciekam przed loczkiem. Czemu
jesteście cali mokrzy???
-Logan chciał mnie utopić.
-Mówiłaś że umiesz pływać.
-Bo umiem.
-No tak ale teraz jestem cała mokra.
-Fajnie za to wyglądasz.
-Tu jesteś!- wrzasnął Harry widząc Emilę
-Ekhem to może ja wam nie będę przeszkadzać.-mika zerwała
się z miejsca i wybiegła do windy.
-I tak mi nie uciekniesz-gonił ją głos Harrolda.
-Co ty idziemy się wysuszyć.
-Ja idę, ty zostajesz.
-Czemu? Zostawisz mnie samego?
-Nie. Muszę się przebrać.
-Pomogę ci, z wielką przyjemnością to zrobię nawet.- Logan
złapał Kasię wpół i przyciągnął.
-Kusząca propozycja ale wiesz poradzę sobie sama…- Kasiek
wyplątał się z rąk chłopaka i poszedł.
-I tak przyjdę.-wymruczał Logan do samego siebie.
-Słyszałam to. Zamknę drzwi- zaśmiała się dziewczyna.
Tymczasem…
-Coś nie tak? Czemu jesteś taki smutny?
-Smutny? Nie… jakoś tak muszę coś przemyśleć, widzisz ja…
-Tak?- zagadnęła Marlena.
-Ja… nie mogę ci powiedzieć. Przynajmniej nie teraz,
przepraszam ja powinienem był, nie ja nie powinienem był tu przychodzić, to co
czuję, co czuję do ciebie-chłopak zerknął na dziewczynę.-Wierzysz w miłość od
pierwszego wejrzenia?
Marlena zmieszana zarumieniła się: -Nie wiem. To nie takie
proste orzec co czym jest, wszystko się miesza, ja sama nie wiem co czuję.
-Czujesz coś? Do mnie?- zdziwił się Matt.
-Ja… chyba tak.
Matthew zatrzymał się,
złapał Marlenę za rękę i spojrzał w oczy.
-Skąd wiesz?
-To się czuje, tak po prostu, nie potrafię tego wytłumaczyć.
Matthew zerknął w górę, na hotel i przerwał niezręczną ciszę:
- Zdaje się, że Harry szuka Emilii.
-Co?
-Spójrz-wskazał na balkon z którego machał nam wyszczerzony
Hazza.
-Schowała się?- wrzasnęła dziewczyna.
-Taaaaaaaak. Nieeeeeee wieeeeeeeeem gdzieeeeeee.- wygłupiał
się Harry.
-Łazienka-odparł Matt.
-Dzięki-krzyknął Harry i zniknął wewnątrz domu.
Spójrz na mnie proszę ,Marlena ja wiem, że nie powinienem
się z tobą spotykać ale ja naprawdę coś czuję.
-Czemu nie powinieneś?
-Bo ja, widzisz-zacinał się Matt.
-Tak?
-Właściwie to ja… mam dziewczynę…- dokończył patrząc Marli w
oczy i w ostatniej sekundzie muskając jej usta.
-Czemu to robisz?- spojrzała na niego ze smutkiem.
-Przepraszam. Wiem…
-Nie masz za co, nic się nie stało-powiedziała i uciekła.
Chłopak tymczasem stał na zewnątrz i patrzył na nią, w duchu przeklinał się za
to co zrobił, ale nie żałował tego, tych ułamków sekundy dzięki którym poczuł,
że Marlena może być dla niego kimś więcej, a nawet już miał plan…
-Wpuść mnie proszę… Kasia… zimno mi… no weź nie bądź taka…-
jęczał pod drzwiami łazienki Logan.
-Jaka?- drzwi delikatnie uchyliły się.
-Chcesz znać prawdę?
-Tak, powiedz mi-Kasia wystawiła głowę.
-Jesteś urocza, zabawna i …
-I? Jest jeszcze i? Hmm?
-Jesteś piękna.
-Dobra, dobra już się nie wygłupiaj tylko choć- uśmiechnęła
się dziewczyna.
-Ja pierwszy-wrzasnął Harry który pojawił się znikąd i bez
ostrzeżenia wpadł do łazienki.
-Haaaaaaaaaaa- rozległ się triumfalny ryk chłopaka-tu cię
mam, tu cię mam, tu cię, tu cię, tu cię mam. Natychmiast też schowana w
łazience mila zaczęła piszczeć wniebogłosy.
-Nieeeeeeeee nie ruszaj mnie, zostaw tę wodę idioto!!! Nie…-
rozległ się po chwili odgłos spadających przedmiotów. O framugę uderzyło
opakowanie z szamponu. Wtedy też gdy tylko Kasia zajrzała do łazienki jej oczom
ukazał się obraz totalnej demolki. Wszystkie płyny pod prysznic, sole do
kąpieli, olejki, szampony, kremy leżały na podłodze porozrzucane, podłoga była
zalana wodą, a z wanny wylewała się piana i woda. Emila usiłowała wydostać się
ze spienionej wody, podczas gdy Harry przygniatał ją do dna. Wreszcie chłopak
wyszedł z wody, kapało z niego, a głownie z jego włosów, Emilka nie była w
lepszym stanie, ubrania przykleiły się jej do ciała, cała była w pianie.
-Może ich zostawmy co? Choć pójdziemy do tej drugiej
łazienki-pokręcił głową Logan i pociągnął Kasię za sobą.
Naraz do domu wbiegła zapłakana Marlena, drżała, rozglądała
się nieprzytomnym wzrokiem. Kasia złapała ją i pytała się co się stało, ale ona
chciała być sama, schowała się w pokoju.
-Wiesz ja chyba już pójdę, wysuszę się wreszcie, a wy
wszystko obgadacie co?
-Może tak będzie…
-Idę z tobą, spójrz zniszczyła moje piękne loki, czy ty
wiesz dziewczyno co się dzieje z ludźmi, którzy niszczą mi moją haroldowską
fryzurę???-zwrócił się do Emili.
-Nieee…
-No właśnie, bo giną w męczarniach-mrugną Harry-jeszcze cię
dopadnę zobaczysz-zaśmiał się diabelsko.
-Nie boję się ciebie.
-A powinnaś bo ja jestem h…
-Tak tak wszyscy wiemy hot & dangerous, choć już lalusiu
bo nigdy nie wrócimy do domu, a tak w ogóle to gdzie jest Matt?
-Coś się stało, jeszcze nie wiem, Marlena płacze…
-Płacze? Oj to zły znak, dobra my lecimy, wpadniemy jutro
ok? Pocieszcie ją od nas… pa!
-Nom, pa.
Gdy tylko chłopcy zniknęli za drzwiami, dziewczyny naraz
zapukały do pokoju Marleny, dziewczyna leżała zwinięta na łóżku. Kiedy
przyjaciółki usiadły, ona opowiedziała im co się stało, żal jej było tego co
poczuła bo tak właściwie, to zakochała się. Oby to minęło… nie warto niszczyć
sobie całych wakacji przez jednego chłopaka.
-Czemu jesteś mokra-spytała Marli w pewnym momencie.
-Długa historia.
-To ja zrobię czekoladę- uśmiechnęła się kasieniątko
przytulając dziewczyny- mamy całą noc, jest co opowiadać, mrugnęła i zniknęła.
Biegłam ścieżką pełną ostrych kawałków żwiru, każdy krok
sprawiał mi ból chociaż miałam solidne buty. Uciekałam przed kimś, tylko przed
kim? Wiedziałam, że zrobił coś złego, coś co mnie zraniło… Schowałam się za
dużym dębem, czekałam. Nadchodził, czułam to. Delikatne drżenie ziemi,
spokojne, powolne kroki. Był blisko. Cisza. Zero ruchu. Wyjrzałam zza drzewa,.
Nikogo nie ma… a przecież byłam pewna… on tam był, bez wątpienia, na pewno.
Wychyliłam się, rozejrzałam, mimo tego, że powinnam się go bać, to chciałam go
zobaczyć, dotknąć, przytulić, nawet jeśli miałby mnie potem odtrącić. Pragnęłam
tego, tej bliskości. Ból w mojej głowie zapulsował, to było ostrzeżenie, był
blisko. Liście delikatnie szumiały, słońce świeciło, delikatny wiatr przyniósł
zapach słodkich, letnich kwiatów. Nagle spomiędzy korony drzew wypadł ciemny
kształt. Stanął przede mną. Westchnęłam. Nawet pełen gniewu, ze złością
malującą się na twarzy wyglądał bardzo przystojnie. Wyciągnął dłoń w moją
stronę, zawahałam się lecz w niemym geście pokręciłam przecząco głową. Chciałam
być z nim ale nie kosztem kogoś innego… Skinął na mnie. Jego lekko kręcone
ciemne włosy zafalowały, twarz ukryła się w cieniu. Mimo to widziałam jego
błyszczące, zielone oczy. Postawą sylwetki zdradzał swoje zdenerwowanie,
niecierpliwość i ból. Wtedy ziemia się zatrzęsła, w poprzek przebiegło pęknięcie, ziemia rozdzieliła się
na dwie części, chłopak potknął się i upadł, stoczył się w otchłań. W tym
momencie poczułam, że źle zrobiłam, powinnam była pozwolić mu odejść lub
wybaczyć.
-Matthew!!!!-krzyknęłam ale było już za późno…..
-Marlena obudź się!
-Słyszysz mnie?
- O boże ona chyba jest nie przytomna…
-Jeju żyję dziewczyny spokojnie co jest?
-Krzyczałaś, nie mogłyśmy cię dobudzić.
-Miałam zły sen, przepraszam.
-Matt dzwonił, przyjdzie za trochę, ma przyprowadzić
kolegów.-Przerwała nam Kasia. -A Logan podobno wiezie jakichś ludzi, którzy
podają się za naszych przyjaciół…- dokończyła.
-Będzie Harry i chłopaki?- spytała Dominika.
-Tak, w takim razie wstajemy i ubieramy się, dziewczyny już
12, mamy o kurcze mamy tylko 20 minut!- wyrecytowała jednym tchem Kasia.
I chociaż tak naprawdę nie chciałam widzieć się z Mattem, to
byłam ciekawa jak się zachowa, więc tak jak moje przyjaciółki, tak i ja poszłam
się ogarnąć…