Na szczęście lub i nie, każdy rok szkolny dobiega końca. Egzaminy
gimnazjalne napisane, lżej robi się na sercu że już niemal nie trzeba się
uczyć. Teraz tylko wakacje :D Planowałyśmy je już dawno dopiero dziś razem z
przyjaciółkami podjęłyśmy ostateczną decyzję. Jedziemy do … Londynu! I to na
cały miesiąc! Cóż łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Na wszystko trzeba przecież
zasłużyć. Ale w końcu rodzice nas wspomogli. Właściwie to dzięki nim nasz
wakacyjny wypad powiódł się.
Dzień odlotu do Londynu. 8.00
Bip… bip… bip… ciągle rozlegał się złośliwy dźwięk dzwonka.
Głupi brzęczyk pomyślałam w pierwszej chwili… lecz nagle uświadomiłam sobie co
to oznacza.
-Lila!!! Zaspałyśmy, spóźnimy się na samolot! Już po 8…-wrzasnęłam.
-Nie drzyj się, daj ludziom spać-jęknęła Kasia.
-Wstawać!!! Albo wcale nie będzie zakupów w Londynie-dokończyłam
cichutko ze złośliwym uśmiechem.
To podziałało na nie natychmiastowo, obie się zerwały i
pobiegły do łazienki. Dobrze że byłam tam pierwsza zachichotałam. Po sekundzie
byłam już ubrana w króciutkie spodenki jeansowe, koszulkę na ramiączkach i
czekałam z torbami przy wyjściu. Na kogo? Oczywiście na naszego kochanego Karolka, który zgodził się nas zawieźć na lotnisko.
- Jak zwykle trzeba na niego czekać-westchnęła Emi.
-Ty już?- zdziwiłam się.- Gdzie Zguba?
- Ubiera się-wyszczerzyła się mikusia – chce dobrze wyglądać
w samolocie.
-Kto?- zaciekawiła się spoglądając na nas z miną vas
hapenin.
-He He He ty!- wybuchłyśmy śmiechem widząc jej zabójczą
minkę.
-Vas hapenin? -przerwał nam głos z tyłu-czy coś
przegapiłem?- Karol uśmiechnął się czarująco.
-No dobra dobra, przecież wszystkie trzy dobrze wiecie że
wyglądacie świetnie-dokończył zerkając w stronę Kasieńki.
- To oczywiste, chciałyśmy tylko usłyszeć opinię eksperta-
odparłyśmy chórem i natychmiast wpakowałyśmy się do samochodu.
-Kurs Londyn!!!-wrzasnęliśmy wszyscy chórem.
Karol szybko zawiózł nas na lotnisko i pożegnał się z nami. Stwierdził
że wpadnie do nas w drugim tygodniu. Po 4 godzinach lotu wszyscy byliśmy na
miejscu. Po całym zamieszaniu na lotnisku gdy okazało się ze Emila nie ma
swojego biletu i że przypadkowo mam go przy sobie ja, odetchnęłam z ulgą.
Jesteśmy na miejscu. Nareszcie. Karol miał nas tylko podrzucić. Gdyby z nami
pojechał miałybyśmy tylko nianię na karku. Same doskonale sobie poradzimy. Tak…
zacznijmy od transportu.
Uśmiechnęłam się do przyjaciółek.- Które taxi nasze?- spytałam
niewinnie.
Kasia już od dłuższego czasu rozglądała się po placu.- Tamta
mi się podoba-zachichotała.
Zgodnie spojrzałam we wskazanym przez nią kierunku.
-Rzeczywiście jest na co patrzeć- przytaknęła Emila.
-Słoooodko- podsumowałam przeciągając samogłoskę.
-Ja z przodu-wyszczerzyła się nasza blondyneczka, zanim my w
ogóle zdążyłyśmy zareagować.
Obydwie zgodnie wymruczałyśmy coś pod nosem, ale posłusznie
zajęłyśmy tylne miejsca podczas gdy Kasia już zagadywała przystojnego Brytyjczyka.
Szczerze mówiąc chłopak nie mógł mieć więcej niż 17 lat, najwidoczniej znalazł
wakacyjną pracę. Był szczupły lecz delikatnie umięśniony. Spod trochę dłuższej
ciemnej grzywki błyskały ciemnobrązowe oczy. Co jakiś czas chwalił się równym,
białymi zębami w słodkim uśmiechu. Cóż, przynajmniej było na co zerkać.
-Do hotelu’’ San rosa” poroszę-wyrecytowała niezwykle
poprawną angielszczyzną Emka, której już znudziło się czekanie.
-Z przyjemnością- chłopak posłał uśmiech w jej stronę,
podczas gdy ona zdążyła się już zarumienić.
Po 20 minutach jazdy w przyjemny ciepłym londyńskim słońcu,
byłyśmy już na miejscu. Zapłaciłyśmy naszemu ,, szoferowi,, podczas gdy Kasia
patrzyła na nasze poczynania z żalem. Już odchodziłyśmy w stronę hotelu, gdy
chłopak zawołał dziewczynę. Nasza przyjaciółka odwróciła się z błyskiem w
oczach a on rzekł z uśmiechem:
-Tu jest moja wizytówka, gdybyście mnie jeszcze kiedyś
potrzebowały, nie tylko w czasie pracy- mrugnął do niej i pomachał do nas, a
następnie już go nie było.
-Ładnie, ładnie. Młoda ma już kogoś na oku a my to co?- mika
się uśmiechnęła.
-W takim razie ruchy jeśli chcesz jeszcze kogoś spotkać-
powiedziałam i już biegłam w stronę holu.
Po godzinie zdążyłyśmy się już rozgościć w ,,domku,, , który
ofiarował nam mój starszy kuzyn. To był prawdziwy apartament. Cztery sypialnie,
trzy łazienki, pokój gier, kuchnia i przestronny salon. Czego nam więcej trzeba?-
pomyślałam. A tak świeżego wieczornego powietrza. Westchnęłam. Przebrałam się w
kolorową mini sukienkę, tak samo jak mika, a Kasia założyła tunikę i spodenki.
Za jakieś 10 minut wszystkie trzy spacerowałyśmy już po wybrukowanych uliczkach
Londynu. Skierowałyśmy się do parku, a następnie do małej knajpki która wydała
nam się przytulna z zewnątrz. Wszystkie maiłyśmy ochotę na naleśniki. Zgodnie
usiadłyśmy w kącie i przeglądałyśmy menu. To znaczy moje koleżanki właśnie to
robiły, a ja tymczasem z ciekawością zerkałam w stronę siedzących nieopodal
czwórki młodych chłopaków. Jeden z nich szczególnie mnie zainteresował, byłam
pewna że już go gdzie widziałam, kogoś mi przypominał. Wtedy on na mnie
zerknął, zrobiło mi się głupio. Nie powinnam była tak się gapić. Zarumieniłam
się i spuściłam wzrok, a następnie złożyłam zamówienie. Cały czas jednak czułam
na sobie zaciekawione spojrzenie chłopaka. Wreszcie odważyłam się i odwróciłam
głowę. On natychmiast zaczął udawać, ze patrzy w inną stronę, niestety jednak
zdradzał go chytry uśmieszek. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Czemu się cieszysz?- spytała mikula - jedz, są pyszne.
-Tak, wiem, wiem-mruknęłam.
Co jakiś czas czułam że on na mnie patrzy, ja jednak zerknęłam
tylko dwa razy. Byłam ciekawa co zrobi. W końcu zaczęłyśmy zbierać się do
wyjścia, zrobiło się późno. W tym samym czasie chłopcy też zaczęli zbierać
swoje rzeczy. Jeden z nich skierował się w naszą stronę. Serce zabiło mi szybko.
Był przystojny, bardzo przystojny, o wiele więcej niż przypuszczałam. Spanikowałam,
nie wiedziałam co robić. Jak gdyby nigdy nic ruszyłam razem z przyjaciółkami w
kierunku wyjścia. Gdy już przenikałyśmy w mrok ulic oświetlonych delikatnym
światłem londyńskich latarni, poczułam ,że ktoś zaciska moją dłoń na kulce z
papieru, zdążyłam się jedynie odwrócić i zobaczyć niesamowicie zielone oczy,
które wprost błyszczały z rozbawienia. Chłopak tymczasem wyszeptał:
-Umówmy się. Napisz- i wraz ze swoim zagadkowym uśmiechem
zniknął w cieniu pobliskich kamieniczek.
Koleżanki spojrzały na mnie z zainteresowaniem. Emi powiedziała:
-Wiesz, teraz to zostaję spośród was sama. Ale widziałam, że
miał ładnych kolegów, więc może…
-Nie może tylko na pewno, jeden z nich był boski.
-Piękny pierwszy dzień-podsumowała Kasia ze śmiechem.
Jezuuu.... Boskie...:D
OdpowiedzUsuńNaprawdę świetnie się zaczyna;]
Umiesz człowieka wciągnąć...
Teraz nie będę mogła o niczym innym myśleć:)
Jestem ciekawa dalszych losów bohaterek...:D
Pozdrawiamy D&A ;*
http://our-love-1d.blogspot.com/
podoba mi się:)
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie
http://69-imagination.blogspot.com/