środa, 18 kwietnia 2012

Rozdział 4


-Heeeeeeeeeeeej!!! Dziewczyny gdzie jesteście?- rozległ się donośny głos Harrego.
-Nie ma nas- wrzasnęła śmiejąc się Emila.
-Aha, dobra to my wychodzimy-odpowiedział jej chórek męskich głosów.
-Czekajcie-wszystkie trzy wybiegłyśmy ze swoich pokoi-ubierałyśmy się-dokończyłyśmy z wyrzutem.
-Jest niemal 13 a wy się ubieracie???-zdziwili się.
-To dla was, ale jeśli nie chcecie…- Kasia odwróciła się tyłem i poszła w kierunku pokoju, ale Logan w tej samej chwili przytrzymał ją za ramię i powiedział- nie idź, ślicznie wyglądasz.
-Ej, dobra, dobra będzie na to jeszcze czas- odezwał się Harry-dziewczyny, to jest Louis. Do przodu wystąpił wysoki brunet, jego włosy niemal przebłyskiwały rudością, uśmiechał się zadziornie całym arsenałem śnieżnobiałych zębów. Jego oczy były tak blado błękitne, żeby nie rzec niemal szare. Zaczesane na prawą stronę, gęste włosy opadały mu na czoło. Spod białej koszulki w czarne paski wyróżniały się delikatnie zarysowane mięsnie, ubrany był też w czerwone spodnie, czarne conversy i szelki. Wyglądał na trochę speszonego ale radosnego chłopaka. Postawą wyrażał niepewność i zaciekawienie jak go przyjmiemy. Musiałyśmy go dobrze przyjąć- pierwsze wrażenie było niesamowite.
-Lou, a nie Louis-przerwał Harremu- po prostu Lou- powiedział mrugając do nas.
-A to jest Niall- usiłował dokończyć Harry, najwidoczniej mu się śpieszyło. Tym razem stanął przed nami blondyn średniego wzrostu, o delikatnych rysach twarzy. Uśmiechał się nieśmiało, był troszeczkę spięty. Drobnej budowy chłopak, o wyraźnie jednak męskiej sylwetce, przesunął po nas czujnym wzrokiem odrobinę ciemniejszych od Louisa oczu. Gdy jego wzrok padł na Kasię, jego twarzy przebiegł cień radości, rozpogodził się. Wyciągnął do nas rękę, ubraną w koszulę w czarną kratę, z iskierkami w oczach witał nas po kolei. Szczerze mówiąc bardzo dobrze prezentował się w białych spodniach. Później miałyśmy się przekonać iż pod niewinnym ubraniem kryje się o wiele więcej niż spodziewałyśmy się zastać.
-Wyskoczymy gdzieś wszyscy razem, żeby coś zjeść prawda?- zapytał niewinnie.
-Teraz ja! Jestem Liam- wyrwał się następny chłopak. Sprawiał wrażenie bardzo dojrzałego, niemal posępnego człowieka, teraz jednak pokazał że jest zarazem odrobinę nieogarnięty. Ciemno-blond włosy zakryły mu oczy, gdy poślizgnął się na posadzce. Naraz odzyskał równowagę i objawił się w pełnej krasie. Wysoki, bardziej umięśniony niż Lou Liam, uśmiechnął się wstydliwie wywołując tym nasz chichot. Wyglądał tak słodko z tymi wpatrzonymi we wszystkie dziewczyny brązowymi oczami. Jednym ruchem ręki przygładził sięgające uszu włosy i odsunął do tyłu grzywkę. Siwa jeansowa koszula dodawała mu uroku, a czarne spodnie tajemniczości. Wreszcie z energią przywitał się i usiadł na pobliskiej sofie.
-Hmm, no cóż, a to jest Logan.
-Czekaj sam im powiem.-przerwał Hazzie- widzicie dziewczyny pierwszego dnia podwiozłem was do hotelu, wczoraj widziałyście się z moim bratem, Hmm a dziś to jestem ja we własnej osobie… i cóż tak naprawdę mam na imię Zayn.
-Czyli to Logan był wczoraj z nami, bo się pogubiłam- spytała Kasia.
-Och, nie, nie Logan, Matthew był z wami.
-Tak, ale to ja się spotkałam z Mattem, poza tym jest on bratem Harolda-zaprzeczyła Marlena.
-Nie, nie, nie i jeszcze raz nie-zaśmiał się Zayn- od początku. Mam trzech braci: Logana, Matta i Jamesa. W dniu przyjazdu  odwiozłem was ja. W parku rozrywki był z wami Matt i Logan, a w domu Matt i James. Dlatego, że Matthew jest uderzająco podobny do Harrego, wszyscy mówimy, ze jest jego bliźniakiem. Ale tak naprawdę urodziła go moja mama.
-Jeśli dobrze rozumiem, to ty, Logan i James, to trojaczki-zdziwiła się mika.
-Dokładnie, piąteczka-przytaknął Hazza.
-Ojej, dziwne to-przyznała Kasia.
-I to jak-powiedział Lou- ale jest jeszcze jedno, zdajecie sobie sprawę, że jesteśmy One Direction?
-Oczywiście, przecież to widać -odparła Marlena- wiedziałyśmy od samego początku, gdy tylko poznałam Matta- zasmuciła się.-Tak właściwie, to gdzie on jest?
-Wiezie waszych gości-roześmiał się Liam- chociaż miał to zrobić Zayn.
-James miał ich przywieźć, a nie ja- pokręcił głową mulat.
-Dobra, ja mam dość, kto się pisze na ogromny, karmelowy popcorn i straszny horror?- podniosła się Kasia. Oczywiście, wszyscy chcieli, kazałyśmy więc chłopakom ustawić sofy wokół ekranu plazmy i rozłożyć poduszki, a stół przesunąć przed siedzenia. Same zajęłyśmy się popcornem, a pomagał nam Niall, a właściwie wyjadał całe porcje przysmaku razem z Kasią, zanim jeszcze były gotowe. Nareszcie wspólnymi siłami, udało nam się przygotować trzy ogromne miski kukurydzy i napoje. Chłopcy tymczasem zdążyli się już usadowić, zostawiając pomiędzy sobą miejsc dla naszej czwórki. Nie udało nam się jednak obejrzeć nawet połowy filmu, bo co chwilę Lou wraz z Harrym śmiali się na widok strasznych scen, któraś z dziewczyn piszczała gdy chłopcy straszyli ją znienacka albo gdy nagle rozlał się sok, a potem ktoś się odwdzięczył. W efekcie już po chwili wszystko wokół było mokre od czerwonego napoju, a podłoga zasłana była rozsypanym popcornem. Gdy Liam niewiele myśląc zrzucił w Marlenę kukurydzą, ta nie pozostała mu dłużna i zrobiła to samo. Po chwili jednak uciekła do kuchni, a Liam wraz z Zaynem pobiegli za nią. Harry był zajęty łaskotaniem Emili, a  Louis torturował Kasię. Nagle z kuchni wydobył się straszliwy łomot. Wtedy  Lou i Harry zerwali się i poszli sprawdzić co się stało. Zayn leżał na ziemi, przygniatała go Marlena, na którą wywrócił się Liam. Wszyscy śmiali się jak ludzie chorzy psychicznie, cali byli obsypani mąką, podłoga też była nią zasłana. Jedna z półek kuchennych była oberwana, dziewczyna trzymała w dłoni jedynie rączkę uchwytu. Lou w ostatniej chwili, choć płakał ze śmiech zdążył przytrzymać już prawie spadające z półki garnki.
- Co wyście tu narobili- do kuchni wpadła mikusia z kasieniątkiem.
- Zayn chciał nie złapać, ciągnął a liam mnie złapał za niego i wpadł na nas.-wymamrotała nadal śmiejąc się Marli.
-Nic nie rozumiem ale spoko.
-Wstawać-zakomenderował Zayn-duszę się powoli.
-A ja to co? Liam też nie jest piórkiem-zajęczała Marlena.
-Dobra więc teraz ty lądujesz w łazience za karę-powiedziała poważnym tonem lila.
-Brać ją! I zanieść do łazienki żołnierzu-zwróciła się do chłopaków. Nie trzeba było im powtarzać. Wszyscy czterej podnieśli dziewczynę i zanieśli do pomieszczenia, następnie to samo zrobili z pozostałymi dziewczynami, a drzwi zamknęli na zasuwkę z zewnątrz.
-Wszystkie byłyście nie grzeczne, a teraz będzie kara- oświadczył poważnie Niall, który właśnie kończył jeść popcorn.-zrobiłyście za mało jedzenia. Wtedy wszyscy wybuchnęli donośnym śmiechem.
-Wypuśćcie nas-prosiły dziewczyny- tęsknimy za wami.
-Nie wierzymy- odparli chórem.
-Wypuśćcie nas to wam pokażemy. Udało się usłyszeć cichą naradę.
-A nie będziecie uciekać?
-Nie-zaraz potem drzwi uchyliły się. Chłopcy stali w rzędzie wyciągając ręce.
-Teraz, trzeba nas przytulić i dać buziaka w policzek- oznajmili jak roboty.
Dziewczyny skruszone, udając smutek, a jednocześnie się śmiejąc wykonały zadanie. Hazza nie potrafił się powstrzymać od uśmiechu, gdy nadchodziła jego kolej, ale gdy zbliżyła Siudo niego Emila, stał spokojnie. W ostatniej  chwili przekręcił głowę tak, ze niewinny buziak w policzek przemienił się w pocałunek. Louis spoglądał na to z mieszanymi emocjami, natomiast Zayn mruczał, że już nigdy nie wypuści Kasi, która właśnie go obejmowała. Marlena natomiast patrzyła na one Direction i dziewczyny jednocześnie, ze smutkiem i radością. Cieszyła się, ze znalazła takich fajnych znajomych i że tak dobrze się z nimi bawiła. Tęskniła też za Mattem. Pomyślała, że byłaby zdolna doprowadzić do tego żeby zerwał z obecną dziewczyną byle tylko z nim być. Właśnie wtedy przy drzwiach rozległo się donośne pukanie, a potem do domu weszli Karol, Ania i Matt. Marlenie zabiło mocnej serce, chłopak wyglądał tak ślicznie, uśmiechał się nieśmiało i zadziornie. W ogóle nie zwróciła uwagi na gości. Podeszła do niego, złapała za rękę i pociągnęła w stronę drzwi. Gdy tylko wyszli na zewnątrz Matt powiedział:
-Przepraszam, że tak to rozegrałem, powinienem ci wyjaśnić.
-Wyjaśnić, co?
-Widzisz, ja nie umówiłbym się z tobą gdybym nie był pewny, że tego chcę, poza tym już od dawna podejrzewałem, że Kristina mnie zdradza, a wczoraj się o tym przekonałem.
-Jak? Kiedy?
-Pamiętasz tamtą grupkę, która nas minęła, wśród nich była taka wysoka blondynka….
-Tak, chyba sobie przypominam.
-Zerwałem z nią, nie była nic warta, od początku była taka pusta…
-I przyszedłeś tylko po to żeby mi powiedzieć, że z nią zerwałeś?
-Nie. Chciałem cię przeprosić i zacząć wszystko od nowa.
-Uważasz, że to jeszcze jest możliwe?- marli spojrzała w smutne, zielone oczy chłopaka.
-Jeśli tylko chcesz, to wszystko jest możliwe.
Marlena objęła Matta w pasie i stanęła na palcach, a zbliżając swoją  twarz do jego twarzy wyszeptała: -A więc, za nowy lepszy początek…

1 komentarz: